O tym, jak straciłam złudzenia 

Wyjeżdża człowiek na jedną noc, wraca rano, do Warszawy dojeżdża o 11:00 i mimo że o 12:00 ma spotkanie, spieszy do domu, żeby sprawdzić, jak się mają koty.

W try miga ogarnia kuwety, podaje leki, napełnia miski. No uwija się jak w ukropie. Mimo że niewyspany i trochę na kacu. Stara się bardzo i liczy na odrobinę uznania. Zerka na Pankota i…



zostaje zrugany od góry do dołu.

Miau – gdzieś Ty się szlajała?!

Miau – o której to się wraca?!

Miau – co za człowiek z Ciebie?!

Miau – Ty wredna babo!

I wszelkie złudzenia pękają jak bańka mydlana. Nie docenią. Nie i koniec. 

Kocie historie vel. kocie siki

Tia, Pankot od dwóch dni się dziwnie zachowywał. Wczoraj grzebanie w kuwecie, wyrzucanie z niej piasku i miauczenie osiągnęły apogeum. Wylądowaliśmy u weta, Panki, jak zwykle mega dzielny, dostał leki, a ja przykaz, żeby przywieźć mocz do analizy. Pankoci of kors.
No więc zaczęło się polowanie. A raczej obserwacja, bo Pankot nawet nie zbliżał się do kuwety. Przecież to przez nią zabrałam go do weta!
Po 22:00 zwątpiłam i poszłam spać. Chyba nawet zasnęłam. I nagle słyszę kopanie w kuwecie. Siki! W try miga wyskoczyłam z łóżka, chwyciłam pojemnik i sru pod tyłek. Modląc się, żeby to były siki. Udało się! Szczęśliwa z dobrze wykonanego zadania wróciłam do łóżka.

Zadanie wykonane.
Szkoda, że Pankot taki chory.

IMG_1162

Straszne niedopatrzenie

Zdałam sobie ostatnio sprawę, że dopuściłam się strasznego niedopatrzenia. Przygotowałam aż trzy wpisy, w których podsumowałam 2014 rok, ale tylko i wyłącznie z mojego punktu widzenia. A gdzie kocie podsumowanie? Skandal!

Tak więc dziś, skruszona, publikuję podsumowanie zeszłorocznych osiągnięć moich chłopaków. A wiele nauczyli się w tamtym roku, oj wiele.

Osiągnięcie nr 1 – Tunel

Tunel to takie dziwne coś, z czym nie wiadomo, co zrobić. Zjeść się nie da. Upolować też nie. Ewentualnie można pociągać za sobą po mieszkaniu i pogryźć troczki. Gdy już zaczęłam psioczyć na zmarnowane pieniądze, wtedy załapali. Co za radość! Aż powstał z tego osobny wpis. W końcu dumna mama chwali się osiągnięciami swoich dzieci.

IMG_0006

Osiągnięcie nr 2 – Spanie

Chłopaki, odkąd się pojawili, śpią ze mną w łóżku. Ku mojemu zadowoleniu oczywiście. Jednak jeszcze do niedawna spali gdzieś w nogach, tak że nawet nie czułam ich obecności. Zero kontaktu fizycznego. No zero, mówię Wam! I co mi po dwóch chłopach w łóżku? W końcu załapali. Nawet nie wiem który najpierw. Śpią na mnie. Na nogach, na plecach, na boku. Grzeją, miziają, wibrują, czysta rozkosz, mówię Wam.

Osiągnięcie nr 3 – Zbilansowana dieta

Jak każdy wie, zbilansowana dieta to taka, w której znajdują się między innymi 2-3 porcje owoców dziennie. O ile do warzyw, w postaci np. rzepy, chłopaki przekonali się już dawno, tak z owocami był problem. I nagle sukces! Lucuś pokochał maliny. Zrozumiał, spryciul, co to zdrowa dieta.

DSC_0697

(Przy okazji przypominam wpis o tym, jak wpuściłam kota w maliny.)

Osiągnięcie nr 4 – Pralka

Pralka, spytacie? Tak, pralka. Lucuś nauczył się robić pranie. Najpierw wybadał pralkę od zewnątrz, od przodu i od tyłu, a potem od środka. I tak oto nauczył się prać. Tylko drzwiczek nie umie jeszcze otwierać, dlatego co i rusz domaga się, żebym mu w tym pomogła. To co, ojciec… prać?

DSC_0732

Osiągnięcie nr 5 – Pozowanie

W zeszłym roku (i tu fanfary) Pankot nauczył się pozować do zdjęć. Szok, nieprawdaż? Nadal nie jest to jego ulubione zajęcie, ale jak się postara to… Zresztą sami oceńcie.

IMG_20140415_080513

Osiągnięcie nr 6 – Brzuchem do gory

Nie można też zapomnieć o tak wiekopomnym osiągnięciu Pankota, jak umiejętność leżenia brzuchem do gory. Przyznacie, że osiągnął w tym mistrzostwo.

2014-10-10 11.33.33

Pankot, który jak go wzięłam, podskakiwał na każdy gwałtowniejszy ruch i był w wiecznej gotowości do ucieczki. Co dwa lata robią z kota.

Osiągnięcie nr 7 – Rozbieranie choinki

Najpierw nauczył się Lucjan, potem Pankot. Pac, pac łapką, ewentualnie nosem, i bombki same schodzą. Od Wigilii obaj trenują tę umiejętność, więc jak przyjdzie czas rozbierać drzewko, z pewnością mnie w tym wyręczą.

Tak wygląda szczęśliwa siódemka zeszłorocznych osiągnięć moich kotów. A czego nauczyły się w 2014 roku Wasze zwierzaki?

 

 

 

 

Najlepszy prezent dla kota na święta?

Choinka! Koniecznie żywa i w donicy.

Jak to? Choinka? Co kot zrobi z choinką? – spytacie. Może lepiej myszkę? Karpia? Śledzika?

Nie. Choinkę. Mówię Wam.
Bo choinkę można obwąchiwać z każdej strony. Od przodu. Od tyłu. Od spodu. Z boku.
Można też pacać łapą jej gałązki – do woli, bo dużo tych gałązek ma.

A jak już kot znudzi się polowaniem na gałązki, to może wziąć się za bombki. Bombki, Moi Drodzy, trąca się łapką lub nosem. Co zręczniejszy kot może nawet ogonem spróbować! Trącamy z boku, od dołu lub z góry; podbijamy grzbietem… lub zadkiem. Łapiemy w zęby za wstążeczki. A nuż uda nam się bombkę zdjąć i poturlać, gdzie dusza zapragnie?
A jak się już zmęczymy, możemy usiąść przed bombką i patrzeć, patrzeć, patrzeć. Sami wiecie, jak długo kot potrafi patrzeć się w jedno miejsce. Długo.

2014-12-22 22.25.28

Gdy już rozprawimy się z bombkami, zostają łańcuchy i światełka. Procedura postępowania taka sama, z tą różnicą, że jak się dobrze postaramy, to możemy łańcuch sciągnąć. Sam. Ewentualnie z choinką.

A gdy już nawet łańcuch i lampki się kotu znudzą, zostaje doniczka, w której można nie tylko kopać, żeby wygrzebać ukryte skarby, lecz także chować rożne rzeczy. Poza tym czasem coś z niej wystaje, jakiś korzeń czy coś. Wtedy możemy złapać go w zęby i ciagnąć, ciagnąć, aż wyciągniemy.

Odradza sie tylko wdrapywanie na choinkę. Kłuje w zadek. Gra niewarta świeczki.

I co, przyznacie, że nie ma lepszego prezentu dla kota niż choinka?
A jak już tak pobawi się nią z tydzień czy dwa, dojdzie do takiej wprawy, że sam ja za Was, w podziękowaniu, rozbierze.

Lucuś tak się zmęczył, że teraz u mnie na kolanach odpoczywa.

2014-12-22 17.28.46

 

Gdybym nie miała kotów…

Gdybym nie miała kotów, to:

– odkurzałabym mieszkanie raz na dwa tygodnie zamiast codziennie (tia, bo jeszcze ktoś uwierzy, że odkurzam codziennie…)

– nie musiałabym odkłaczać ubrań przed każdym założeniem (acha, w tym celu wystarczyłoby od razu po zdjęciu odwieszać je na wieszak, zamiast rzucać na łóżko)

– nie miałabym żwirku w butach, pościeli, spodniach, stanikach, tak… w majtkach też  (a! odkąd zmieniłam żwirek, już nie mam)

– nie szukałabym przed każdym wyjazdem w panice opiekuna (hmm… tylko że opiekunowie sami się znajdują, a później twierdzą, że wizyta u mnie była najprzyjemniejszym momentem dnia i jeszcze przysyłają mi fotorelacje z opieki

FullSizeRender2

– nie chodziłabym podrapana (chociaż wystarczyłoby przecież nie bawić się z kotami, kiedy ochotę mam na to tylko ja)

– zamykałabym drzwi do łazienki, a tak to coraz częściej nie zamykam również…w gościach… ups

Gdybym nie miała kotów, to:

– nie spałabym z dwoma facetami naraz, a nawet jeśli, to lepiej by było, gdybym się z tym nie obnosiła

– nie miałabym kogo elmirkować, tj. miziać, całować, przytulać, głaskać, drapać, łaskotać, czochrać… bo kto by to zniósł? (pamiętacie Elmirkę z Animków?

elmirka

– gadałabym sama do siebie, a tak zawsze mogę powiedzieć, że gadam do Chłopaków Dwóch. Zawsze to mniejsze prawdopodobieństwo, że mnie zamkną w Tworkach.

– jadłabym i piła do lustra, a nie do towarzystwa… co z tego, że towarzystwo najchętniej jadłoby ze mną i piło z jednej miski?

– nie mogłabym zapraszać znajomych pod pretekstem kototerapii… Hm, w ogóle od czasu, jak mam koty, znajome jakoś chętniej mnie odwiedzają. Zonk

– nie miałabym na podorędziu zabawnych anegdotek, po które sięgam, gdy tylko w konwersacji zapada niezręczna cisza

– zdecydowanie gorzej bym spała, bo nikt by mi nie mruczał kołysanek do ucha, ani nie grzał zmarźniętych stop

2014-12-11 16.50.47-1

– byłabym po prostu zwykła Starą Panną (w skrócie SP), a tak jestem Starą Panną z Dwoma Kotami (w skrócie SPzDK) – zawszeć to lepiej, ni?

Teraz na pewno się ze mną zgodzicie, że gdybym nie miała kotów, to moje życie byłoby… nudne.

 

A gdy byłam w Paryżu…

koty zostały same. Pod opieką ulubionej cioci Julii. Oto jak ją powitały:

Przyszłaaaś, jedzonko dasz. Jesteś super. A jak tak na Ciebie popatrzę, na pewno dasz więcej.

FullSizeRender

A ja to mam wiadomo gdzie… Nie zastąpisz mi dużej. O!

FullSizeRender2

Hmm, a może jednak?

2014-12-08 15.10.31

Jak pozwolisz wejść na kolana

2014-12-08 15.11.12

i zabierzesz mnie ze sobą.

2014-12-08 15.10.44

I co, przekonali się do tymczasowej opiekunki? Przekonali. I to szybciej niż myśleli.

Tunel

Chłopakom znudziły się wszystkie zabawki, a moje pomysły na te własnoręcznie robione zwyczajnie wyczerpały. Postanowiłam więc zakupić coś nowego.
Padło na tunel. Skoro uwielbiają się ganiać po całym domu, przygotuję im tor przeszkód!
Tunel przyjechał, a chłopaki, niewdzięcznicy, zamiast zapałać do nowej zabawki miłością dozgonną, zwyczajnie ją olali. Zaczęło się więc przekonywanie wielmożnych panów, żeby zechcieli chociaż wejść do tunelu.
Pierwszy sukces odntowałam, kiedy Pankot uznał, że tunel doskonale nadaje się do… ciągania po całym mieszkaniu za troczki. Następnie Lucuś zaczął chować w tunelu myszy, patyczki, sznureczki… No wszystko, co mu w pysk wpadło. Idealna przechowalnia.
I wreszcie wczoraj, po dwóch tygodniach zachęcania, proszenia, przekonywania, pokazywania (w ramach którego niemalże sama do owego tunelu weszłam ;)), załapali!

Gdzie jest Pankot?

IMG_0006.JPG
Tu jest Pankot!

IMG_0004.JPG

Do tunelu się wpada, przez tunel się przebiega, w tunelu się chowa i z zaskoczenia tłucze przeciwnika. Można też po nim skakać i szeleścić. Można go gryźć i przewracać. Można się za nim chować albo wleźć na kolegę, który akurat w nim przebywa.
No raj na ziemi! Mówię Wam.

A co by Wasze zwierzaki powiedziały na taką zabawkę? 🙂