House of Cards – sezon trzeci i oby ostatni

Stało się. Skończyłam oglądać trzeci sezon House of Cards.  Trzeci i mam nadzieję, że ostatni. I to wcale nie dlatego, że mnie zawiódł (chociaż trochę tak, ale o tym za chwilę),  a dlatego, że skończył się w najlepszy możliwy sposób, w najlepszym możliwym momencie. Jak dla mnie, nic więcej do powiedzenia nie zostało.  Ale ciii, nie zdradzę Wam szczegółów. Oglądajcie.

House of Cards

A jeśli chodzi o sam trzeci sezon, wolno się rozkręca. Bardzo wolno. Pierwsze 8-9 odcinków (z 13!) to flaki z olejem. Oczywiście dobrze zagrane, nakręcone, ale nie do takiego poziomu House of Cards i Frank Underwood mnie przyzwyczaił. Już więcej jaj mają Jackie Sharp i Remy Danton.  Brakuje ciągłości, intrygi, emocji. Frank miota się po gabinecie prezydenckim jak ryba w sieci. Mamy konflikt z Rosją, tarcze rakietowe w Polsce, dziwną wstawkę z mnichami tybetańskimi, prezydenta, który dowolnie obraca rządowymi pieniędzmi, Claire na czele ONZ, wzloty i upadki aż do zarzygania.

A potem wszystko nabiera tempa. Akcja staje się coraz ciekawsza, intryga odzyskuje sens, a postaci Franka i Claire dawny wigor i moc wyrazu.

Czy warto oglądać? Tak – dla końcówki. Ewentualnie można przeczytać streszczenia poprzednich odcinków i włączyć serial od 9-ego. 😉

Oglądacie House of Cards? Oglądaliście? Jakie jest Wasze zdanie?

Reklamy

Z przewodnikiem czy bez?

2015-02-01 19.04.26

Nigdy nie lubiłam zwiedzać z przewodnikiem. Takie oprowadzane wycieczki kojarzyły mi się z narzuconym tempem, treścią, nadmiarem dat i nazwisk… nudą. Nieważne, czy chodziło o zwiedzanie miasta, czy wystawy, zawsze stawiałam na niezależność. Czasem, ale bardzo rzadko, sięgałam po audioprzewodniki, zdecydowanie częściej korzystałam po prostu z informacji dostępnych na miejscu.

Negatywne nastawienie do wycieczek z przewodnikiem zostało mi pewnie z czasów szkolnych i w dużej mierze wynikało z tego, że same tematy były dla mnie mało interesujące, a osoby oprowadzające nie potrafiły dostosować się do dzieci/młodzieży.

Jak już wspomniałam w ostatnim Potygodniku, w niedzielę miałam okazję zwiedzać Muzeum Sztuki w Łodzi – właśnie z przewodnikiem. I nagle okazało się, że diabeł nie taki straszny.
O sztuce nowoczesnej nie wiem zbyt wiele; kojarzy mi się ze sztuką ciężką w odbiorze, mało zrozumiałą, udziwnioną, bardzo abstrakcyjną.

2015-02-01 19.08.11

Dlatego gdybym wybrała się do MS2 bez przewodnika, pewnie znów wyszłabym z wielkim znakiem zapytania w oczach i pytaniem: ale o co chodzi? A tak miałam poczucie, że nie tylko zrozumiałam ogólny zamysł wystawy, lecz także trochę zbliżyłam się do sztuki nowoczesnej. Ułatwiono mi odbiór dzieł i ich odkrywanie na własną rękę.

2015-02-01 18.57.09

Ani przez moment nie miałam wrażenia, że jestem zasypywana stertą pustych, nic nie wnoszących pojęć, że coś jest mi narzucane.

Jednym słowem przekonałam się do wycieczek oprowadzanych. Zwłaszcza jeśli będą one dotyczyły zagadnień mi obcych. A Wy jak wolicie zwiedzać? Sami czy przewodnikiem?

***

Przy okazji zachęcam Was do obejrzenia, przy okazji bytności w Łodzi, wystawy „Atlas nowoczesności” w ms2 (Łódź, ul. Ogrodowa 19, budynek Manufaktury), która zamiast skupiać się na chronologii i historii sztuki współczesnej, przybliża nam ją za pomocą najważniejszych dla nowoczesności pojęć, takich jak autonomia, emancypacja, rewolucja czy eksperyment.

2015-02-01 18.03.29

PS Wszystkie zdjęcia pochodzą z tejże wystawy.

 

„Cienista dolina”

Po idealnym Sylwestrze z przyjaciółmi, dobrą muzyką i jedzeniem, nadszedł czas na idealny pierwszy dzień nowego roku. Idealny, czyli taki, który daje odpocząć po „trudach” sylwestrowej nocy. Dziś był to dla mnie dzień wylegiwania się na kanapie z chłopakami i oglądania filmów.

Oglądaliście „Cienistą dolinę” Richard Attenborough? To film z 1993 r., więc to całkiem możliwe. 🙂 Jeśli nie, szczerze zachęcam.

cienista dolina

Przepiękna opowieść o dojrzewaniu do życia, do miłości, do otwarcia się na drugiego człowieka, wzbogacona o rozważania filozoficzne. Melodramat i film biograficzny. Opowiada historię związku C. S. Lewisa, autora moich ukochanych „Opowieści z Narni”, z amerykańską poetką Joy Gresham. W rolach głównych jak zwykle świetny Anthony Hopkins i Debra Winger.

Film typowo kobiecy, który pozwala nam również podejrzeć życie akademickie na Oksfordzie lat 50-tych.

Większość z Was jest pewnie bardziej na bieżąco z filmami, dlatego zastanawiałam się, czy jest sens recenzować film sprzed ponad 20 lat. W końcu stwierdziłam że może nie tylko ja jestem kinematograficzną ignorantką i ktoś jeszcze o „Cienistej dolinie” nie słyszał.

A przy okazji życzę Wam wszystkiego najlepszego w nowym roku. Żeby dojrzewanie do życia przebiegało jak najmniej boleśnie.

 

Cztery książki o Francji, które chciałabym przeczytać

4ksiazkioFrancji

Podczas  niedawnej wizyty w Paryżu przypomniałam sobie znowu, jak bardzo kocham Francję, język francuski i Paryż. Dlatego zaczęłam wertować internet w poszukiwaniu książek, filmów i płyt, dzięki którym mogłabym chociaż odrobinę tego świata przenieść do siebie do domu.

A oto książki, które mnie zainteresowały:

– Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa – wydane 3 miesiące temu przez PWN opracowanie Krzysztofa Trojanowskiego na temat mody we Francji podczas II wojny światowej oraz jej wpływu na styl ubierania się w okupowanej Polsce. Książka zapowiada się jako ciekawa opowieść o tym, jak historia kształtowała świat mody, a niekiedy świat mody próbował kształtować historię. Wszystko to wzbogacone ilustracjami m.in. z ówczesnej prasy i katalogów. Zapowiada się bardzo ciekawie.

Paryż –  to już zwykła powieść, też całkiem nowa, bo z listopada, autorstwa Edwarda Rutherfurda. Dowiedziałam się o niej od swojej uczennicy, a dziś wpadła mi w ręce w Matrasie podczas poszukiwania gwiazdkowego prezentu dla taty. Saga rodzinna opowiadająca losy czterech mieszkających w Mieście Świateł rodzin, a co za tym idzie: sekrety, intrygi, niebezpieczne związki, czyli wszystko, co kobiety lubią najbardziej.

znowu Paryż – jednak tym razem w wersji obrazkowej. Zbiór grafik autorstwa znanego z ilustracji do Mikołajka Jeana Jancques’a Sempégo przedstawiających właśnie Paryż i Paryżan. Książka ukazała się już dawno, bo w 2011 r., ale szczerze mówiąc jakoś mi umknęła.

Filmowy Paryż czyli magia kina i miasta – znów nieoceniony PWN i wydany w październiku przewodnik Michała Bąka po Paryżu: podróż śladem filmów, których akcja toczyła się w tym pięknym mieście. Podróż przez miejsca i epoki – od średniowiecza do współczesności, jak obiecuje wydawca. Nie może być nudno.

 

Zaz „Paris”

O tym, że jestem wielką fanką Zaz, pisałam trochę ponad rok temu, przy okazji premiery płyty Recto Verso.  Dwa tygodnie temu ukazał się kolejny album tej młodej francuskiej piosenkarki – Paris. Jego zapowiedź stanowiła nowa aranżacja piosenki Maurice’a Chevaliera „Paris sera toujours Paris”. Utwór magiczny, teledysk jeszcze piękniejszy. Zresztą zobaczcie sami:

Natychmiast poczułam się, jakbym przeniosła się na ulice Miasta Świateł.

Dlatego z niecierpliwością czekałam na pełną płytę i nie zawiodłam się. „Paris” to zbiór najpiękniejszych utworów o Paryżu w nowych aranżacjach. Znajdziecie tu zarówno nieśmiertelne „Champs Elysées”, przewrotną „La Parisienne”, jak i nostalgiczną „La complainte de la butte”. Miłośników dawnych gwiazd muzyki francuskiej z pewnością ucieszy duet z Charles’em Aznavourem, a wszyscy inni odpłyną, kołysani przez przepiękny, wibrujący głos Zaz.

Polecam wszystkim franko- i paryżofilom, a także amatorom kabaretu w dawnym wydaniu.

A poniżej moja ulubiona:

Opowieść o Darwinie – Irving Stone

Dziś o książce, która mnie ostatnio pochłonęła bez reszty. „Opowieść o Darwinie” Irvinga Stone’a. Żadna nowość. Wręcz przeciwnie, książka, która została wydana w 1980 r. Jednak w moje ręce trafiła niedawno.

DSC_0514-crop

Jest to zbeletryzowana biografia Karola Darwina, napisana w bardzo przystępny i wciągający sposób. Gdyby bohaterem była postać wymyślona, czytałoby się ją jak najzwyklejszą powieść, przygodowo-naukową. Postacie, wydarzenia są tak żywo odmalowane, że mamy wrażenie, jakbyśmy sami w nich uczestniczyli. Jakbyśmy to my wyruszyli w 6-letnią podróż dookoła świata, odwiedzali Tahiti, Brazylię, Galapagos, przemierzali Andy. Jakbyśmy to my obracali się w środowiskach naukowych 19-wiecznej Anglii. Jakby to nam zmarła ukochana córka, a potem syn.

Tak samo uczestniczymy w procesie powstawania teorii ewolucjonizmu, w poszczególnych odkryciach tego wielkiego przyrodnika. Nie sposób pozbyć się wrażenia, że dosłownie siedzimy w głowie Darwina i sami obserwujemy świat, przeprowadzamy kolejne eksperymenty i dokonujemy historycznego przewrotu w dziejach nauki, przy okazji uświadamiając sobie z każdą stroną, jak wielki jest wkład Darwina w nauki przyrodnicze.  Dla mnie jest to zdecydowanie najmocniejszy punkt tej książki.

Polecam.

Lilu C/A

Dawno nie słuchałam polskiej muzyki.  Ze wszystkimi tymi Sylwiami Grzeszczak, Kasiami Klich i innymi było mi zdecydowanie nie po drodze. Po Grandzie Moniki Brodki nic ciekawego nie wpadło mi w ręce. Do czasu aż jesienią przyjaciółka podesłała mi piosenkę Lilu „Mama mówiła mi”.

Wtedy pomyślałam, że fajnie by było kupić płytę, ale jakoś nie mogłam się zebrać. W końcu w piątek ruszyłam do Empiku. Trochę dziwnie recenzować płytę, która wyszła 3 lata temu, więc nie traktujmy tego jako recenzji. 😉 Po prostu muszę podzielić się swoim odkryciem.

Ciekawe aranżacje, przyjemny głos, niebanalne teksty. Czego więcej chcieć. Muzyka dobra do auta, na odpoczynek po całym dniu pracy albo na leniwy weekend na kanapie. Bardzo spójna, na mnie działająca wybitnie kojąco. Do tego intrygująca okładka CD, a historia z „Bezsenności” brzmi tak znajomo.