Językownik czyli jak czytać w języku obcym, żeby się nie zniechęcić

Językownik nauka języków obcych

Dawno już nie było Językownika. Chyba ta wiosna mnie tak rozleniwiła.

Dziś o czytaniu w języku obcym. Z czytaniem jest trochę tak, jak z mówieniem. Siadamy wygodnie w fotelu, bierzemy do ręki książkę, gazetę i zagłębiamy się w lekturze. I zonk. Nie da się zagłębić, bo czytamy zdecydowanie wolniej niż po polsku, niektóre zdania musimy czytać po kilka razy, żeby zrozumieć ich sens, a czasem okazuje się, że więcej słów nie rozumiemy niż rozumiemy. Zamiast płynąć przez kolejne kartki powieści, raczej z trudem przedzieramy się przez gąszcz nieznanych konstrukcji i słów. Zrezygnowani odkładamy książkę na półkę albo zdenerwowani trzaskamy nią o ścianę i obiecujemy sobie, że wrócimy do lektury, kiedy już lepiej poznamy język.

Trudno o większy błąd. Czytania w języku obcym musimy nauczyć się tak samo, jak uczyliśmy się po polsku. Im wcześniej zaczniemy, tym lepiej. Na początku sięgajmy po krótkie teksty – może bajki dla dzieci? Niedługie artykuły? Recenzje?

Na rynku dostępne są czasopisma dla uczących się języków obcych: English matters, Business English Magazine, Français présent; Deutsch Aktuell i inne. Są one napisane prostszym językiem niż zwykłe gazety, poruszane tematy są mniej skomplikowane, a do tego pod tekstem mamy zazwyczaj słowniczek z trudniejszymi słowami czy zwrotami.

Business English Magazine

Możemy też sięgnąć po lektury uproszczone. Są to zazwyczaj klasyki literatury napisane prostszym językiem, dostosowanym do konkretnego poziomu, np. A2. Dostaniecie je w każdej księgarni językowej, chociażby tutaj.

Oczywiście w ten sposób nie poznamy charakterystycznego stylu autora, wiele wątków nam umknie, ale chodzi o to, żeby się rozczytać. Nabrać wprawy w składaniu liter i wyrazów w logiczną całość. Przecież po polsku też nie od razu czytaliśmy płynnie.

I pamiętajmy, dlaczego czytamy. Dla przyjemności. Żeby dowiedzieć się czegoś nowego. Najczęstszym błędem osób zaczynających swoją przygodę z książkami obcojęzycznymi jest to, że starają się zrozumieć każde słowo. Gdy tylko zobaczą wyraz, którego nie znają, sięgają po słownik. I nagle po jednej stronie lądują z całą listą słówek do nauczenia. Natomiast  z samej lektury, która trwa godzinami, niewiele wynoszą. Takie czytanie to prawdziwa męczarnia. Zresztą przecież nie chodzi o to, żeby przetłumaczyć daną książkę. Dlatego zawsze radzę swoim uczniom, żeby zapomnieli o pojedynczych wyrazach i potraktowali tekst jako całość. Co z tego, że nie rozumiecie wszystkich słów? Gdy czytacie po polsku, nawet się nad tym nie zastanawiacie. Bez zrozumienia każdego wyrazu też jesteście w stanie wyłapać ogólny sens. A przecież o to właśnie w czytaniu chodzi. Mamy zrozumieć historię, a nie uczyć się słówek.

Znów, jak w przypadku mówienia w języku obcym, okazuje się, że podstawą sukcesu jest zmiana nastawienia. Zaakceptowanie swojej niewiedzy, przejście nad nią do porządku dziennego. Zobaczycie, że z każdą przeczytaną książką będzie łatwiej. Co ja mówię. Z każdą przeczytaną stroną. Litery nagle same zaczną układać się w słowa, słowa w zdania, a zdania w sens.

To tyle słowem wstępu i motywacji. W następnym wpisie postaram się przybliżyć Wam kilka strategii, które ułatwiają czytanie w języku obcym. A tym czasem, życzę Wam ciekawej lektury na weekend.

Focus włoski

Reklamy

Eksperyment – niemiecki z Duolingo

Językownik FB(1)

Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o naukę języków, jestem tradycjonalistką. Potrzebuję lektora, podręcznik i zeszyt. Nigdy nie uczyłam się sama. Owszem dość często robię dodatkowe ćwiczenia z gramatyki czy słownictwa, jednak zawsze w celu powtórzenia materiału; nigdy, żeby nauczyć się czegoś nowego. Z kolei gdy już uda mi się osiągnąć wyższym poziom wtajemniczenia, z radością zaczynam czytać w danym języku, oglądać filmy, słuchać radia, ale w sumie nie traktuję tego jako nauki. Czytam, słucham i oglądam dla czystej przyjemności, a nie żeby uczyć się języka. To trochę taki efekt uboczny.

Po powrocie z Akwizgranu (kto ciekaw relacji, zapraszam tu) zapragnęłam nauczyć się niemieckiego. Znam już angielski, francuski, włoski, język Goethego fajnie dopełniłby całości. Zresztą uczyłam się go w podstawówce przez bodajże 4 lata. Uczyłam, ale nie nauczyłam. Poza:

niemiecki

nic mi w głowie nie zostało.

Niestety tymczasowo musiałam porzucić ten pomysł ze względu na brak środków. I wiecie co, w ostatnią niedzielę mnie tknęło. Wszyscy wkoło chwalą Duolingo (bezpłatny program on-line i aplikację na smartfony do nauki języka). Może warto spróbować? Przy okazji zobaczę też, jak to jest uczyć się języka samemu i na ile pomocne są takie aplikacje.

Duolingo

Zaczęłam wczoraj. Niech to będzie 30-dniowe wyzwanie. Równo 18 marca (jak nie zapomnę) dam Wam znać, co sądzę o tej metodzie: czy faktycznie czegoś się nauczyłam i jak sprawdza się w nauce od zera. Spodziewajcie się relacji nie tylko z perspektywy ucznia, lecz także nauczyciela.

A jeśli z jakichś powodów rzucę samodzielną naukę lub Duolingo w diabły, też dam Wam znać. (Niestety jest to bardzo prawdopodobne – nie jestem najmocniejsza w różnego rodzaju wyzwaniach…)

Ktoś ma ochotę dołączyć?

Jak uczyć się słówek?

Językownik FB(1)

Było o przełamywaniu lęku przed mówieniem w języku obcym, o tym, jak ćwiczyć sprawność mówienia, teraz czas na naukę słówek. Bo niestety bez odpowiednio bogatego słownictwa ciężko płynnie mówić. Uważam, że nie ma jednej uniwersalnej metody, więc przedstawię Wam kilka najpopularniejszych i oczywiście sprawdzonych przeze mnie, żebyście mogli wybrać coś dla siebie.

Lista nowych słówek

Najpopularniejszą metodą jest tradycyjna lista słówek. Spisujemy na kartce słowa razem z tłumaczeniem i wkuwamy. Nie jest to może najatrakcyjniejsza metoda, ale z pewnością najprostsza.

2

Warto jednak zwrócić uwagę na dwie kwestie:

po pierwsze słówek powinniśmy uczyć się w dwie strony. Brzmi trochę skomplikowanie, więc już tłumaczę. Najczęściej gdy powtarzamy słówka, czytamy je w języku obcym i usiłujemy przypomnieć sobie tłumaczenie. Dzięki temu gdy czytamy jakiś tekst, bez problemu zrozumiemy dane słowo. Gorzej gdy ktoś poda nam ten sam wyraz po polsku, a my będziemy musieli przetłumaczyć na język obcy. Tego mechanizmu nie ćwiczyliśmy i nagle może się okazać, że nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie słowa, które powtarzaliśmy już milion razy.

Dlatego ja często gdy przygotowuję sobie listy słówek, biorę większą kartkę i przy lewym brzegu w kolumnie notuję słowa obce, przy prawym – polskie. Potem gdy powtarzam słówka, na zmianę szukam znaczenia słów po polsku (wtedy zasłaniam listę po prawej) i tłumaczę słowa polskie na obcy (wtedy zasłaniam listę po lewej).

Druga sprawa to zmienianie kolejności słówek, których się uczymy. Często jest tak, że mamy jedną listę słówek i powtarzamy ją w kółko. W ten sposób w naszej głowie tworzy się pewien ciąg słów, taki jakby wierszyk, i w tej kolejności jesteśmy bez problemu w stanie je wydeklamować. Gorzej gdy ktoś nas pyta na wyrywki. Nagle okazuje się, że nie pamiętamy nic. Ale wystarczy, że podpowie nam słówko, które na naszej liście było przed tym właściwym, i już zaskakujemy. Najbardziej oczywistym rozwiązaniem byłoby stworzenie kilku list, na których słówka byłyby w różnej kolejności, ale komu się chce? Dlatego ja np. powtarzam słówka, idąc najpierw od początku listy, a potem od końca. Albo wybieram co drugie, co trzecie, jedno z góry listy, drugie z dołu itp. Przy okazji samo powtarzanie staje się trochę ciekawsze, bo wymaga od nas więcej niż tylko samego klepania słówek.

Metodę listy możemy spróbować uatrakcyjnić – zamiast powtarzać słówka i ich tłumaczenia, np. spiszmy po lewej stronie w kolumnie wszystkie wyrazy obce, po prawej – ich tłumaczenia, ale w innej kolejności. Wtedy zamiast dopowiadać znaczenie słowa, łączymy wyrazy w pary.

1

Dla fanów DYI mam jeszcze inną propozycję – potnijcie listę na osobne karteczki (na każdej jeden wyraz) i układajcie słówka w pary z ich znaczeniem.

Drzewka skojarzeniowe

Inna metoda polega na tym, żeby uczyć się słówek w grupach znaczeniowych/skojarzeniowych.  Tzn. bierzemy jakieś słowo-klucz i przypominamy sobie słówka, które w jakiś sposób się z nim wiążą.

Może to wyglądać tak:

drzewko semantyczne 1

Metoda o tyle fajna, że z jednej strony powtarzamy słówka, które już znamy, z drugiej – wyszukujemy nowe, a wszystko to dzieje się w konkretnym kontekście, dzięki czemu łatwiej je zapamiętujemy.

Jeśli uczymy się słówek w parach, możemy np. zrobić wyścig, kto przypomni sobie więcej słówek związanych ze słowem kluczowym, a potem wymienić nasze „drzewka” i uzupełnić nawzajem.

Ćwiczenia leksykalne

Na rynku dostępnych jest wiele książek do nauki języków obcych z ćwiczeniami na słownictwo. Zazwyczaj są one dostosowane do różnych poziomów znajomości języka, co ułatwia nam wybór podręcznika odpowiedniego dla nas. W takich książkach słownictwo często jest pogrupowane tematycznie i najpierw mamy teorię – czyli zbiór słów, przykłady ich użycia w kontekście:

Zrzut ekranu 2015-02-10 20.35.00

a następnie ćwiczenia:

Zrzut ekranu 2015-02-10 20.35.36

Same ćwiczenia przybierają najróżniejszą formę: teksty z dziurami do uzupełnienia, dopasowywanie słów do definicji, wyszukiwanie tzw. intruza, czyli słówka, które nie pasuje do danej serii wyrazów, krzyżówki, rebusy i wiele innych. Wszystko zależy od podejścia i kreatywności wydawnictwa.

Fiszki

Fiszki to takie karteczki, gdzie z jednej strony mamy słówko w języku obcym i jego użycie w kontekście, a z drugiej to samo – tylko po polsku. Na rynku dostępne są gotowe zestawy, najczęściej pogrupowane według poziomów, wydawnictw takich jak np. Edgard, Cztery Głowy, Compagnia Lingua. Ale możemy też przygotować własne karteczki ze słówkami np. z zajęć w szkole czy czytanej książki. Ta metoda ma tę zaletę, że już podczas przygotowywania fiszek wiele się nauczymy.

Mnie osobiści fiszki nigdy nie podpasowały, natomiast ich fani chwalą je zwłaszcza za mobilność. Karteczki możemy zabrać ze sobą wszędzie i przeglądać w autobusie, kawiarni, poczekalni u lekarza czy w korku w samochodzie (ups, tego chyba nie powinnam mówić 😉 ). Możemy je dowolnie grupować – np. dzielić na te już „naumiane”, sprawiające nam trudności i takie, których jeszcze nie ruszyliśmy. Co więcej fiszki, które uparcie nie chcą nam wejść do głowy możemy poprzyklejać w różnych miejscach, tak aby wpadały nam mimowolnie w oko (np. na lustrze, komputerze, kierownicy).

Więcej na temat fiszek znajdziecie u Life Managerki, która w zeszłym roku poświęciła im cały wpis.

„Przy okazji”

Przepraszam za głupią nazwę, ale inaczej nie umiem tego określić. Chodzi o to, żebyśmy z głowy powtarzali sobie słówka właśnie „przy okazji”. Robisz obiad? Spróbuj nazwać wszystkie składniki albo utensylia kuchenne, z których korzystasz. Jesteś na spacerze? Opisz w myślach to, co widzisz.

przy okazji(1)

Robisz listę zakupową? Spisz ją np. po angielsku. Metoda o tyle fajna, że nie wymaga żadnego dodatkowego wysiłku ani czasu. Powtarzamy nazwy przedmiotów, zjawisk, które nas otaczają, więc z pewnością kiedyś się przydadzą. Warto tylko notować gdzieś wyrazy, których nie byliśmy w stanie sobie przypomnieć, żeby później sprawdzić je w słowniku. Inaczej nie wzbogacimy naszego języka.

I na koniec jedna ważna zasada. Słówek trzeba się uczyć regularnie. Na nic się zda wykucie listy słów na blachę, jeśli nie będziemy ich co jakiś czas powtarzać. Po miesiącu zapomnimy, że w ogóle się ich uczyliśmy. (Tak, ta bezcenna mina moich uczniów, jak pytam ich o jakieś słówko: „Nie, tego nie mieliśmy. Na pewno!” A jak podam tłumaczenie na francuski: „Ups, jednak było.”) Czyli co? Regularność kluczem do sukcesu!

Która z tych metod jest Wam najbliższa? A może stosujecie jeszcze inne? Z chęcią wzbogacę swój repertuar. 🙂

 

Po czym poznać dobrego lektora języka obcego

Językownik FB(1)

Długo sądziłam, że znalezienie dobrego lektora języka to łatwizna. Przecież sama uczę, nie sprawia mi to większych trudności, uczniowie są zadowoleni, więc w czym problem? A później zaczęłam szukać lektora angielskiego i okazało się, że wcale nie jest tak wesoło. Dotarło do mnie, że z lektorami jest tak, jak z przedstawicielami innych zawodów: są lepsi i gorsi. Niestety gdy nie mamy wiedzy metodycznej ani zbyt dużego porównania, ciężko nam ocenić, do której grupy należy nasz nauczyciel. Dlatego postaram się Wam podpowiedzieć, po czym poznać dobrego lektora języka obcego.

Dobry lektor to taki, który:

– nie spóźnia się, nie skraca lekcji i rzadko kiedy je odwołuje

Część a propos spóźniania się i skracania lekcji chyba nie wymaga komentarza. Natomiast jeśli chodzi o odwoływanie zajęć -w przypadku nauki języków obcych regularność ma bardzo duże znaczenie. Dla osób początkujących nawet 2 tygodnie przerwy to dużo. Dlatego jeśli nasz lektor regularnie odwołuje lekcje  i nagle okazuje się, że spotykamy się raz na dwa tygodnie albo mamy kilka spotkań pod rząd, a potem miesięczną przerwę, poszukajmy innego. Sami też pilnujmy, aby nie odwoływać zajęć zbyt często. Regularność naprawdę ma znaczenie.

– zadaje prace domowe, sprawdza je i omawia

Wiem, że nikt nie lubi prac domowych, ale też mało kto ćwiczy przerobiony materiał sam w domu, jeśli nie zostanie do tego odpowiednio zmotywowany. Praca domowa to okazja, aby utrwalić nowe zagadnienia, upewnić się, że wszystko jest dla nas jasne. To także szansa na bardziej regularny kontakt z językiem. Dla lektora to z kolei sposób, żeby sprawdzić, czy wszystko jest dla nas jasne. Dlatego równie ważne, jak zadawanie prac domowych, jest ich sprawdzanie i omawianie.

– regularnie kontroluje nasze postępy

Do testów czy odpytywania pałamy podobną niechęcią jak do prac domowych. Jednak jeśli lektor nie będzie sprawdzał, czy opanowaliśmy dany materiał, nie wyłapie, z czym mamy trudność, nie zmotywuje nas do nauki. Ja zamiast robić raz na kilka tygodni testy czy odpytywać, na początku każdej lekcji wracam do tego, o czym mówiliśmy ostatnio – zadaję pytania, na które odpowiedź wymaga użycia nowych konstrukcji albo przygotowuję krótkie ćwiczenie pisemne, które to umożliwia.

– aktywizuje nas

Wielu lektorów zapomina, że podczas lekcji to uczeń ma mówić. Sama bardzo lubię ucinać sobie pogawędki z moimi uczniami, jednak zawsze pilnuję, żeby to uczeń częściej zabierał głos. Jeśli lekcje to monolog naszego nauczyciela, czas poszukać innego.

– motywuje nas do komunikowania się w języku obcym

Oczywiście na poziomie początkującym omawianie wszystkich kwestii w języku obcym jest właściwie niemożliwe. Jednak im wyższy poziom, tym rzadziej polski powinien się pojawiać. Dlatego jeśli tylko uczeń powie po polsku coś, co wiem, że powinien już umieć jako tako wyrazić w języku obcym, proszę go, żeby spróbował. Najwyżej podpowiadam odpowiednie słowa.. Dotyczy to również korespondencji mailowej czy smsowej.

– ćwiczy wszystkie kompetencje językowe

Przez kompetencje językowe rozumiemy: umiejętność mówienia w danym języku, pisania, czytania i rozumienia ze słuchu. Oczywiście zdarzają się sytuacje, że zapisujemy się na kurs w konkretnym celu, np. żeby ćwiczyć mówienie podczas konwersacji – wtedy sprawy mają się zupełnie inaczej. Jednak podczas „zwykłych” kursów niezwykle ważne jest, abyśmy ćwiczyli wszystkie umiejętności. Nawet zajęcia ukierunkowane na usystematyzowanie gramatyki można zorganizować w taki sposób, aby obejmowały wszystkie cztery kompetencje, a nie polegały tylko na wypełnianiu ćwiczeń w książce do gramatyki. Przecież dane struktury musimy umieć zastosować w praktyce –  czyli w mowie, w piśmie.

– poprawia nasze błędy w sposób naturalny

Kwestia błędów w nauce jest niezwykle delikatna. Z jednej strony lektor musi zwracać na nie uwagę i poprawiać, żeby uczeń przyswoił dobre formy. Z drugiej lekcja nie może zamienić się w ciągłe wytykanie błędów. Dobry lektor poprawia nasze błędy tak, żeby równocześnie nie przeszkadzać w komunikacji. Może np. powtórzyć dane zdanie w poprawnej formie, niewerbalnie zasugerować, że popełniliśmy błąd i dać szansę, żebyśmy poprawili go sami. (Moi uczniowie twierdzą, że nie muszę nic mówić, gdy popełnią jakiś ważny błąd, czują to w powietrzu i wiedzą, że mają się poprawić 😉 Inną opcją jest notowanie błędów czy to na kartce, czy w pamięci, i omawianie, gdy uczeń zakończy swoją wypowiedź.

– korzysta z aktualnych materiałów

Język nieustannie ulega zmianom; jedne wyrażenia zastępują inne, zwłaszcza w języku potocznym. Doskonale widzimy to na co dzień w języku polskim. Kiedyś coś było fajne, potem cool, teraz jest mega.

Dlatego tak ważne jest, żeby materiały, na których pracujemy podczas lekcji, były jak najświeższe. Oczywiście nikt nie aktualizuje podręczników co roku, jednak dostęp do dokumentów autentycznych (programy telewizyjne, artykuły w gazetach itp.) jest teraz tak łatwy, że mamy prawo wymagać nie tylko aby lektor korzystał z nich podczas lekcji, lecz także aby były to materiały świeże, a nie np. sprzed 2 lat.

– dostosowuje się do naszych potrzeb

Moim zdaniem praca lektora języka obcego wymaga dużej elastyczności i otwartości ja drugiego człowieka. Lekcje są dla ucznia, a nie uczeń dla nich. W szkołach, gdzie jest konkretny program do zrealizowania i zawsze brakuje czasu, niestety wygląda to trochę inaczej. Za to podczas prywatnych kursów czy lekcji indywidualnych nauczyciel powinien dostosowywać się do uczniów, a nie ślepo realizować program. Dotyczy to zarówno tempa pracy, jak i rodzaju ćwiczeń. Mam uczennicę, która nienawidzi zadań kreatywnych. Blokuje się na nich tak, że mimo najszczerszych chęci nie jest w stanie wykorzystać swoich umiejętności językowych. W jej przypadku zrezygnowałam ze wszelkiego rodzaju wymyślania opowiadań, układania krzyżówek itp.

Nie bójmy się powiedzieć lektorowi, że jakiś rodzaj ćwiczeń nam nie pasuje, jakieś zagadnienie sprawia problemy, a temat – nudzi. Niemal zawsze da się to jakość obejść. Nauka języka ma być przyjemnością, a nie katorgą.

Co byście powiedzieli na taką naukę czasowników nieregularnych?

To są moje spostrzeżenia na temat lektorów języków obcych. A jaki jest Wasz lektor idealny?

 

 

 

 

Jak ćwiczyć mówienie w języku obcym

Dziś ostatni, przynajmniej na jakiś czas, post o mówieniu „po obcemu”. Pisałam już o tym, jak przełamać psychologiczną barierę przed komunikacją w języku obcym (dzięki zmianie nastawienia zmianie nastawienia i ćwiczeniom praktycznym). Teraz podrzucę Wam kilka pomysłów na trenowanie samej umiejętności mówienia. Pewnie część z nich znacie z kursów językowych, ale nie zaszkodzi przypomnieć.

Spytacie, jak macie sami w domu ćwiczyć sprawność mówienia. A kto powiedział, że sami? Zaproście znajomą/znajomego i do roboty. 🙂

Nie mówię

Dialogi sytuacyjne

Dialogi sytuacyjne to takie, w których odgrywacie jakąś scenkę z życia, np. robicie zakupy w sklepie, wypożyczacie książkę w bibliotece, kupujecie bilet na pociąg, ale też omawiacie warunki zatrudnienia z pracodawcą, przyjmujecie reklamację klienta itd. Możliwości są nieograniczone. Ważne, żebyście wybrali sytuację, która jest Wam bliska i może okazać się przydatna w przyszłości. Jeśli nie pracowaliście, nie pracujecie i nigdy nie będziecie pracować jako babysitter, nie ma sensu, żebyście się w tę rolę wcielali.

Przy okazji warto wzbogacić słownictwo z danego zakresu – wyszukać w internecie czy w słowniku słówka, które mogą być przydatne, a uciekły Wam z głowy (no ale do tej pory tam nie trafiły 😉 ).

Jeśli dobierzecie się we trójkę, trzecia osoba, która akurat nie uczestniczy w dialogu, może notować Wasze błędy. Potem przyjrzyjcie się im wspólnie, zastanówcie, czy faktycznie dana fraza była niepoprawna, a jeśli tak, jak powiedzieć to samo, ale bez błędów.

Prezentacja artykułu

Przy okazji przećwiczycie rozumienie tekstu czytanego.

Wybierzcie jakiś krótki artykuł – koniecznie właśnie „po obcemu”, przeczytajcie, a następnie zaprezentujcie koledze/koleżance. Możecie używać słów z tekstu, ale nie całych zdań – starajcie się je parafrazować, czyli powiedzieć to samo w inny sposób. Następnie przedstawcie Wasze zdanie na poruszony temat. W ten sposób powtórzycie też zwroty związane z wyrażaniem opinii.

Po co Wam druga osoba do tego? Po pierwsze żeby sytuacja była bardziej rzeczywista. Przecież (zazwyczaj) nie gadacie sami do siebie. Po drugie dobrze by było, żeby ktoś notował Wasze błędy, podobnie jak w przypadku dialogów sytuacyjnych.

Analogicznie możecie postąpić z książką czy filmem – streścić, a następnie zaprezentować swoje zdanie.

Dlaczego tak ważne, żeby dokument był w języku docelowym? Dzięki temu już zapoznając się z nim, wejdziecie w odpowiednie słownictwo i tok myślowy. Będziecie mówić z automatu, a nie najpierw tłumaczyć z polskiego. To zdecydowanie ułatwia sprawę.

Opowiadanie historii

Mogą to być historie z życia wzięte albo, żeby było śmieszniej, ciekawiej, wymyślone. Możecie pokusić się o opowiadanie na zmianę ze znajomymi – każdy z Was dopowiada kawałek historii i w ten sposób tworzycie wspólne opowiadanie.  Możecie też tworzyć historyjki wokół jakiegoś słowa. Ktoś rzuca wyraz, a druga osoba opowiada krótką anegdotę, w której go użyje.

Dobra zabawa gwarantowana!

Dyskusja

Wybierzcie jakieś zagadnienie do dyskusji i niech każdy z Was przedstawi swoje zdanie na dany temat. Znów przy okazji ćwiczymy umiejętności argumentacyjne. I znów pamiętajcie, aby dobrać temat do Waszych zainteresowań i poziomu. Początkujący niech wybiorą raczej zagadnienia związane z życiem – np. gdzie lepiej mieszkać: w mieście czy na przedmieściach? jak przyjemniej się podróżuje: pociągiem czy samochodem? Zaawansowani mogą się nawet porwać na zagadnienia natury filozoficznej czy związane z energetyką jądrową. Sky’s the limit.

Dokańczanie zdań

Przydatne zarówno na poziomie początkującym, jak i bardziej zaawansowanym. Im wyższy poziom, tym trudniejsze stają się układane zdania. Jedna osoba wymyśla początek zdania, a druga ma je dokończyć. Przy okazji można się nieźle ubawić.

Opisywanie obrazów, zdjęć

Ćwiczenie z pozoru proste, kojarzące się z poziomem podstawowym. Jednak łatwo dostosować je również do osób zaawansowanych. Wystarczy spróbować wpisać obrazek/zdjęcie w szerszy kontekst. Np. jeśli na zdjęciu widzimy dwie osoby, można pokusić się o dopowiedzenie, skąd się znają, jak znalazły się w danym miejscu, co zrobią później itd.

To najczęściej wykorzystywane przeze mnie podczas lekcji ćwiczenia pozwalające doskonalić umiejętność mówienia w języku obcym. Które z nich lubicie najbardziej? A może macie jakieś inne pomysły?

 

 

Jak przełamać lęk przed mówieniem w języku obcym w praktyce

W ostatni poniedziałek opisałam 3 proste zasady rządzące komunikacją – gdy będziemy o nich pamiętać, stres odczuwany podczas komunikacji w języku obcym znacząco zmaleje. Dziś kilka praktycznych ćwiczeń, które pomogą nam przełamać lęk przed mówieniem.

Komunikacja zagranicą w codziennych sytuacjach

Oczywiście najlepszym sposobem na pokonanie stresu związanego z mówieniem jest…mówienie. Każde pozytywne doświadczenie zwiększy naszą pewność siebie. Najważniejsza zasada brzmi – nie porywać się z motyką na słońce (tia, straszny banał). Nie zaczynajmy od dyskusji o literaturze czy sytuacji geopolitycznej. Raczej wybierzmy się do kawiarni i zamówmy to, co chcemy. Albo do sklepu. Gdy poczujemy się trochę pewniej, poprośmy sprzedawcę o radę przy wyborze np. ciekawego filmu, spróbujmy go o coś zagaić.

Dlaczego sugeruję takie codzienne sytuacje? Po pierwsze są nam bliższe i mocno przewidywalne – dobrze wiemy, czego się spodziewać. Łatwo domyślić się z kontekstu, co ktoś powiedział. Jest też mało prawdopodobne, że zostaniemy zalani potokiem nieznanych słów. Po drugie… rozmowa z klientem, także obcokrajowcem, to dla sprzedawcy obowiązek. Nie może nas zbyć, potraktować nieprzyjemnie; jego praca polega na tym, aby nas zrozumieć. Z taką świadomością od razu czujemy się pewniej, prawda? 😉

Pogaduchy ze znajomymi

Jeśli nie mamy okazji praktykować języka zagranicą, postarajmy się od czasu do czasu rozmawiać ze swoimi bliskimi znajomymi w danym języku. Nie muszą to być długie rozmowy. Wystarczy krótka wymiana zdań raz na jakiś czas, która pozwoli nam nabrać wprawy, pewności siebie i mieć kontakt z językiem.

Pamiętajmy tylko, aby wybrać osobę na zbliżonym do nas poziomie. Nie chodzi przecież o to, żeby się zniechęcić, ponieważ ktoś używa zbyt trudnego języka, albo nie móc w pełni rozwinąć skrzydeł, ponieważ to my mówimy dużo lepiej. Naszym zadaniem jest pokonać stres dzięki rozmowie z kimś, kto ma podobny zasób słów, podobne lęki i trudności. Dodatkowo gadamy z osobą, która jest na przychylna, co też zmniejsza stres. Bez problemu znajdziemy wspólny temat. I wreszcie, jeśli już się naprawdę zablokujemy, zawsze możemy przejść na polski.

Konwersacje

Świetnym sposobem na pokonanie stresu związanego z mówieniem są też konwersacje w języku obcym z lektorem. Tylko pamiętajmy, że skoro mają one na celu przełamanie lęku przed mówieniem, lektor nie może poprawiać nas na każdym kroku. I druga sprawa: to my mamy mówić, nie nauczyciel. Jeśli jest inaczej i lektor nie reaguje na nasze sugestie, zmieńmy go. Ma nam pomóc przełamać lęk, a nie jeszcze go powiększyć.

Ja najbardziej lubię konwersacje polegające na normalnej rozmowie. Spotykamy się z lektorem i rozmawiamy o tym, jak nam minął dzień, tydzień, jakie są nasze plany, samopoczucie. Ważna jest tu dobra chemia między lektorem a uczniem, żeby rozmowa toczyła się naturalnie.

Inny typ konwersacji to taki, gdzie nauczyciel przynosi jakiś dokument w języku obcym (artykuł, nagranie, książkę), który, po zapoznaniu się z nim, omawiamy. Najważniejsze, żeby dokument taki był zgodny z naszymi zainteresowaniami.

Dlaczego nie jestem zagorzałą fanką tego typu konwersacji? Ponieważ łatwo mogą się przekształcić w ćwiczenie umiejętności rozumienia ze słuchu albo czytania, a nie o to nam przecież w tym konkretnym przypadku chodzi.

A jakby tak myśleć w języku obcym?

Brakuje wtedy co prawda dwóch najbardziej stresujących elementów, czyli odbiorcy i dźwięku naszego głosu, ale przynajmniej mobilizujemy mózg do pracy w języku obcym w naturalnej dla nas sytuacji. Przekonujemy się, że umiemy budować zdania, znamy potrzebne słownictwo, struktury. Oczywiście nie chodzi tu o to, żeby przez kilka minut układać w głowie jedno zdanie – aż będzie idealnie poprawne. Tylko o to, żebyśmy przyzwyczaili się do funkcjonowania w danym języku do tego stopnia, że w końcu zdania same zaczną nam się wyrywać z ust. 🙂

No i znów nie zapominajmy o złotej zasadzie – tutaj też nie porywajmy się z motyką na słońce. Nie rozmyślamy o filozofii, jeśli nie jest to jeszcze nasz poziom. Poza tym kto z nas na co dzień myśli o filozofii czy polityce? Skupmy się na sytuacjach codziennych. Zastanówmy się, co mamy kupić na obiad, jakie są nasze plany na dziś, na co mamy ochotę.  Myśląc po polsku, w którymś momencie po prostu przerzućmy się na język obcy.

Albo mówić do lustra?

Wiem, brzmi to co najmniej dziwnie. Ale naszym głównym zadaniem jest przełamać lęk przed mówieniem w języku obcym. Gdy będziemy mówić sami do siebie, oswoimy się z własną wymową, brzmieniem własnego głosu. Znów przyzwyczaimy się do wyrażania myśli w języku obcym. Naszym zadaniem w tej chwili jest pokonanie bariery o podłożu psychicznym, a nie sama nauka języka. Poza tym konfrontacja z samym sobą jest jeszcze trudniejsza niż z drugim człowiekiem. 😉

Na koniec mała zachęta:

grafika mow w jezyku obcym

3 zasady, które pomogą przełamać lęk przed mówieniem w języku obcym

Podejrzewam, że każdy z nas chciałby mówić w języku obcym z taką pewnością, jak Catherine Tate w poniższym filmiku:

Niestety mało kto ma taką łatwość. Najczęstszą przyczyną problemów z mówieniem w obcym języku jest stres. Kto z nas nie pamięta sytuacji, kiedy miał coś powiedzieć, ale tak się zestresował, że zapomniał najprostszych słów? Niestety z każdym takim przykrym doświadczeniem lęk przed mówieniem nasila się i coraz trudniej nam się przełamać.

Dziś postaram się Was przekonać, że mówienie w obcym języku wcale nie jest bardziej stresujące niż w ojczystym. Trzeba tylko zmienić nastawienie.

Dlaczego tak  bardzo boimy się rozmawiać w obcym języku?

Wydaje mi się, że wpływ na to ma przede wszystkim fakt, że pierwsze kroki w mówieniu w jezyku obcym stawiamy podczas lekcji. Po pierwsze musimy zabrać głos w grupie, na dodatek w obecności lektora, czyli osoby, która potencjalnie nas ocenia. I to w sytuacji, gdy znamy dosłownie kilka słów. Jak tu się nie stresować? Przecież nawet wypowiadając się podczas lekcji polskiego w szkole też czuliśmy zdenerwowanie. Tak samo stresujemy się podczas wystąpień w pracy czy zaczepiania nieznajomych na ulicy. A mówimy w języku ojczystym.

Po prostu dla większości ludzi zabieranie głosu w większym gronie, wśród nieznanych osób, jest samo w sobie stresujące. Warto to sobie uświadomić, żeby nie demonizować niepokoju, który czujemy przed wypowiedzią w języku obcym. Jest tak samo naturalny jak to, że w upał zlewamy się potem. Tylko że podczas nauki języka obcego zapominamy o tym i siłą rzeczy wiążemy odczuwany niepokój wyłącznie z faktem, że mówimy w „tym przeklętym angielskim”. A skoro jest to tak stresująca czynność, szybko zaczynamy jej nienawidzić, wątpić w siebie, i poziom stresu dodatkowo rośnie.

Czyli zasada nr 1: Pamiętajmy, że stres jest nieodłącznie związany z komunikacją – również w języku ojczystym – i nie demonizujmy go.

To, że uczymy się mowić w obcym języku podczas lekcji, ma też drugą konsekwencję. Ocenianie. Naturalne jest, że gdy zabieramy głos, lektor nas poprawia. Taka jego rola. Tylko że od razu przekładamy tę sytuacje na mówienie w języku obcym w życiu codziennym. Boimy się, że się ośmieszymy, robiąc błędy.

A przecież nauka mówienia w dzieciństwie przebiega zupełnie inaczej. Każde wypowiadane przez nas słowo, jakkolwiek byłoby niepoprawne, budzi dziki entuzjazm rodziców , który z kolei motywuje nas do dalszych prób. O ile łatwiej byłoby zabierać głos, gdyby lektor podobnie reagował na każdą naszą wypowiedź? Niestety jest to mało realne i w gruncie rzeczy byłoby mało efektywne.

Dlatego lektor na bieżąco poprawia nasze błędy, a my zakładamy, że w takim razie w życiu codziennym nasz rozmówca też od razu będzie wyłapywał nasze pomyłki.

No to teraz powiedzcie, czy po polsku mówicie bezbłędnie? Nie.
A czy wasi rozmówcy poprawiaja każdy błąd? Nie.

Co wiecej, śmiem twierdzić, że sami często nie zauważacie, gdy ktoś powie coś niepoprawnie. Liczy sie przyjemność płynąca z kontaktu z drugim człowiekiem, złapanie przekazu i tyle. W języku obcym jest dokładnie tak samo. Rozmówca wcale nie czyha na każde Wasze potknięcie. Chce się z Wami porozumieć. Co wiecej, jest szczęśliwy, że rozmawia z Wami w swoim własnym jezyku i nie musi wysilać sie w obcym (jeśli go w ogóle zna).

Nigdy nie zdarzyło mi sie, żeby ktokolwiek w sytuacji codziennej poprawił mnie, gdy mówiłam w jezyku obcym. Często w rozmowie zdarza mi sie wspomnieć, że mój angielski nie jest idealny. Za każdym razem odpowiedz jest ta sama:

„Może i nie jest, ale ja po polsku w ogóle nie mowię /  ale ja nie mowię w żadnym jezyku obcym”.

Z kolei jeśli dla Waszego rozmówcy język, w którym rozmawiacie, też jest obcy, bardzo prawdopodobne, że zwyczajnie nie jest w stanie wyłapać Waszych błędów, tak jak Wy jego.
Zresztą powiedzcie szczerze: czy zdarzyło Wam sie wytykać błędy komukolwiek podczas rozmowy? Zwłaszcza gdy był to obcokrajowiec, który mówił po polsku?
Jestem przekonana, że nie.

Zasada nr 2: Nie ośmieszymy się, popełniając błędy, ponieważ rozmówca najprawdopodobniej w ogóle ich nie zauważy. A nawet jeśli, to nie mają dla niego żadnego znaczenia. Liczy się komunikacja.

Stresuje nas też fakt, że ktoś może nas nie zrozumieć – z powodu niedoskonałej wymowy czy niepoprawnie użytego zwrotu. I tu znów pozwolę sobie na analogię do języka polskiego. Czy zawsze rozumiecie, co Wasz rozmówca ma na myśli? Zawsze zawsze? A co robicie, jak nie rozumiecie? No wlasnie, prosicie o wyjaśnienie. I świat sie z tego powodu nie wali.

Poza tym gdy rozmawiamy po polsku z obcokrajowcem, naprawdę staramy sie go zrozumieć. Nie reagujemy: „mówi niewyraźnie, nie rozumiem, to niech spada”. Doceniamy to, że się stara, podpowiadamy słowa, dopowiadamy w myślach albo na głos zdania. A skoro my tak robimy, to dlaczego inni mieliby robić inaczej?

Pamietajmy też, że ponieważ Polska jest krajem dość jednorodnym kulturowo; rzadko kiedy mamy kontakt z obcokrajowcami mówiącymi po polsku, a w konsekwencji niewiele okazji, żeby przyzwyczaić się do innych sposobów wymowy. Anglia, Francja, Niemcy to kraje wielokulturowe. Ich obywatele są przyzwyczajeni do porozumiewania się z ludźmi, dla których dany język jest obcy. Można powiedzieć, że od dziecka są ćwiczeni w rozumieniu rożnych akcentów i sposobów wymowy.

Zasada nr 3: Nie bójmy się, że ktoś nas nie zrozumie. Jeśli faktycznie tak się stanie, nie będzie z nas szydził, tylko poprosi o wyjaśnienie. Tak jak my to robimy na co dzień.

To powody stresu przed mówieniem w jezyku obcym, które mi przyszły do głowy. Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Was do ich bezpodstawności.

A Wy czego sie obawiacie? Napiszcie, zobaczymy, czy uda mi się rozwiać Wasze lęki. 😉
W kolejny poniedziałek podpowiem Wam, jak ćwiczyć się w mówieniu w języku obcym.