Katharsis

Zawsze myślałam, że katharsis to wymysł nawiedzonych literatów. Do wczoraj.

Magiczny koncert Michała Rudasia i Healing Incantation w Shakti. Szkoła jogi. Koce, wałki. I niesamowite dźwięki tradycyjnej muzyki indyjskiej.

Ragi, mantry, kompozycje własne i bardziej znane utwory, np. The Beatles.

Sitar, dilruba, harmonium, tabla.

Dwie godziny, które minęły nie wiem, kiedy.

Pełne oczyszczenie. Wibracje wnikające w każdą komórkę ciała. Podróż w czasie i przestrzeni.

Niesamowite.

Reklamy

4 dziwne zalecenia, jakie można usłyszeć w gabinecie lekarskim

Wczoraj niespodziewanie trafiłam do gabinetu lekarskiego. Duchota, przepracowanie i wypadek sprzed miesiąca zrobiły swoje. Ciśnienie, ekg i glukoza w normie, więc lekarz stwierdził, że żyć będę. Miał tylko 4 ciekawe porady, jak uniknąć zasłabnięcia w przyszłości:

  • Koniecznie obficie solić śniadanie, ponieważ sól podnosi ciśnienie, a ja jestem niskociśnieniowcem.

salt-2219203Obficie solić? Przecież wszyscy dietetycy i lekarze zalecają ograniczenie spożycia soli…

  • Do każdego posiłku brać probiotyk; regularnie zmieniać probiotyki, żeby organizm się nie przyzwyczaił. Po co? Żeby przytyć. Bo kobiety wąskie w biodrach mają w czasie menopauzy duże problemy z hormonami.

Hmm… wydawało mi się, że do menopauzy mam jeszcze trochę czasu ;), a to, że jestem wąska w biodrach, to kwestia budowy miednicy…

  • Absolutnie nie pić wody z kranu, chyba że do herbaty. Pić tylko wody wysokozmineralizowane. Ok. 2 l dziennie.

Znowu zonk, bo sądziłam, że picie wód wysokozmineralizowanych w zbyt dużej ilości może obciążać nerki. Zresztą może by tak najpierw zbadać poziom minerałów w organiźmie?

  • Nauczyć się oddychać.

No dobra, to ma sens. Tylko gdyby ktoś przeprowadził ze mną pełen wywiad, wiedziałby, że ćwiczę jogę i oddychanie właściwie codziennie.

Nie wspomnę o spojrzeniu, gdy okazało się, że jestem wegetarianką. Na szczęście powstrzymano się od zalecenia spożywania krwistego befsztyka na śniadanie, obiad i kolację. 😉

 

Językownik czyli jak czytać w języku obcym, żeby się nie zniechęcić

Językownik nauka języków obcych

Dawno już nie było Językownika. Chyba ta wiosna mnie tak rozleniwiła.

Dziś o czytaniu w języku obcym. Z czytaniem jest trochę tak, jak z mówieniem. Siadamy wygodnie w fotelu, bierzemy do ręki książkę, gazetę i zagłębiamy się w lekturze. I zonk. Nie da się zagłębić, bo czytamy zdecydowanie wolniej niż po polsku, niektóre zdania musimy czytać po kilka razy, żeby zrozumieć ich sens, a czasem okazuje się, że więcej słów nie rozumiemy niż rozumiemy. Zamiast płynąć przez kolejne kartki powieści, raczej z trudem przedzieramy się przez gąszcz nieznanych konstrukcji i słów. Zrezygnowani odkładamy książkę na półkę albo zdenerwowani trzaskamy nią o ścianę i obiecujemy sobie, że wrócimy do lektury, kiedy już lepiej poznamy język.

Trudno o większy błąd. Czytania w języku obcym musimy nauczyć się tak samo, jak uczyliśmy się po polsku. Im wcześniej zaczniemy, tym lepiej. Na początku sięgajmy po krótkie teksty – może bajki dla dzieci? Niedługie artykuły? Recenzje?

Na rynku dostępne są czasopisma dla uczących się języków obcych: English matters, Business English Magazine, Français présent; Deutsch Aktuell i inne. Są one napisane prostszym językiem niż zwykłe gazety, poruszane tematy są mniej skomplikowane, a do tego pod tekstem mamy zazwyczaj słowniczek z trudniejszymi słowami czy zwrotami.

Business English Magazine

Możemy też sięgnąć po lektury uproszczone. Są to zazwyczaj klasyki literatury napisane prostszym językiem, dostosowanym do konkretnego poziomu, np. A2. Dostaniecie je w każdej księgarni językowej, chociażby tutaj.

Oczywiście w ten sposób nie poznamy charakterystycznego stylu autora, wiele wątków nam umknie, ale chodzi o to, żeby się rozczytać. Nabrać wprawy w składaniu liter i wyrazów w logiczną całość. Przecież po polsku też nie od razu czytaliśmy płynnie.

I pamiętajmy, dlaczego czytamy. Dla przyjemności. Żeby dowiedzieć się czegoś nowego. Najczęstszym błędem osób zaczynających swoją przygodę z książkami obcojęzycznymi jest to, że starają się zrozumieć każde słowo. Gdy tylko zobaczą wyraz, którego nie znają, sięgają po słownik. I nagle po jednej stronie lądują z całą listą słówek do nauczenia. Natomiast  z samej lektury, która trwa godzinami, niewiele wynoszą. Takie czytanie to prawdziwa męczarnia. Zresztą przecież nie chodzi o to, żeby przetłumaczyć daną książkę. Dlatego zawsze radzę swoim uczniom, żeby zapomnieli o pojedynczych wyrazach i potraktowali tekst jako całość. Co z tego, że nie rozumiecie wszystkich słów? Gdy czytacie po polsku, nawet się nad tym nie zastanawiacie. Bez zrozumienia każdego wyrazu też jesteście w stanie wyłapać ogólny sens. A przecież o to właśnie w czytaniu chodzi. Mamy zrozumieć historię, a nie uczyć się słówek.

Znów, jak w przypadku mówienia w języku obcym, okazuje się, że podstawą sukcesu jest zmiana nastawienia. Zaakceptowanie swojej niewiedzy, przejście nad nią do porządku dziennego. Zobaczycie, że z każdą przeczytaną książką będzie łatwiej. Co ja mówię. Z każdą przeczytaną stroną. Litery nagle same zaczną układać się w słowa, słowa w zdania, a zdania w sens.

To tyle słowem wstępu i motywacji. W następnym wpisie postaram się przybliżyć Wam kilka strategii, które ułatwiają czytanie w języku obcym. A tym czasem, życzę Wam ciekawej lektury na weekend.

Focus włoski

7 sposobów, żeby poczuć wiosnę

Słońce przez szyby grzeje już całkiem mocno, ale na zewnątrz jeszcze wcale tak ciepło nie jest. Tylko czy to ma jakieś znaczenie? W końcu mamy marzec, słońce, tak by się chciało przyspieszyć nadejście wiosny.

Ja przyciągam ją na kilka sposobów:

  • kolorowy manicure

Zimą stawiam na paznokcie w kolorach neutralnych: delikatny róż, beż, ewentualnie czerwień. Wiosną szybko przerzucam się na bardziej zwariowane i optymistyczne odcienie. Chociażby taki pomarańczowy róż:

paznokcie Vinylux

  • SPA dla stóp

Wstyd się przyznać, ale zimą zdarza mi się zaniedbać stopy. Czasu ciągle brak, a w kozakach i tak ich nie widać. Zresztą w ciężkich butach żaden lakier się nie utrzyma dłużej niż dwa dni. Natychmiast się ściera na końcówkach i odpryskuje.

Dodatkowo, mimo skarpetek, zawsze nabawię się jakichś odcisków, nagniotków. Feee

Dlatego gdy tylko chcę poczuć wiosnę, spieszę na pedicure. Ciepła kąpiel, peeling, maska, masaż, lakier – to to, co tygryski lubią najbardziej.

Przecież już niedługo będzie można chodzić tak:

stopy

  • lekkie buty

Niby jeszcze zimno, ale mam to szczęście, że przemieszczam się głównie samochodem. Dlatego już od zeszłego tygodnia śmigam w baletkach, trampkach, adidasach… Byle stopy odpoczęły od ciężkich zimowych buciorów!

  • zakupy

Zakupy, zakupy, zakupy. W sklepach pełno jasnych, kolorowych ubrań. Czas ruszyć na łowy. Wystarczy jedna lżejsza rzecz, żeby poczuć zbliżającą się wiosnę.

Mi to co prawda jeszcze w tym roku się nie udało, ale… Jeszcze nic straconego.

  • T-shirty

T-shirt to dla mnie taki typowo wiosenny ciuch. Zimą zdecydowanie wolę kardigany, golfy, dzianinowe bluzki z długim rękawem. Na sam podkoszulek jest jeszcze co prawda za zimno, ale zawsze możemy trochę pooszukiwać i narzucić na niego zimową kurtkę. Tym bardziej że w pomieszczeniach jest już zdecydowanie ciepło.

T-shirt

  • ruch na świeżym powietrzu

Ruszać staram się cały rok, jednak gdy za oknem szaro, ponuro, mokro, stawiam raczej na aktywności indoorowe (siłownia, aerobik i te sprawy).  Bieganie to jedyny sport, który zdarza mi się uprawiać zimą na dworze. Dlatego gdy tylko wychodzi słońce, a ziemia trochę podeschnie, wyciągam rower. A jak nie rower, to może nordic walking? Albo zwykły spacer?

rower otwarcie sezonu

Pamiętajcie tylko, że o tej porze powietrze jest jeszcze mocno zdradliwe. Ubierajcie się ciepło, żeby nie spędzić pierwszych dni wiosny w łóżku.

  • wygrzewanie się w słońcu

Najlepsze zostawiłam na koniec. Na dworze co prawda chłodno, ale słońce przez szyby grzeje całkiem mocno. Czemu by tego nie wykorzystać, nie pójść w ślady kotów? Mieszkanie mam od południa, więc i kanapa, i łóżko mogą posłużyć do kąpieli słonecznych. Zwłaszcza w doborowym towarzystwie moich Chłopaków Dwóch:

kot w słońcu

A w jaki sposób Wy zaklinacie wiosnę?

Share Week 2015 – czyli polecamy najlepsze blogi

Między jednym a drugim tłumaczeniem wpadłam na blogach Życie jest piękne i BiznesoweInfo na inicjatywę Share Week, w ramach której polecamy najbardziej wartościowe blogi. Szczegółowe zasady na jestkultura, a ja tym czasem podzielę się z Wami moją top listą.

Poczuj się lepiej blog

blog Agaty o jodze, aktywności fizycznej i zdrowym, rozsądnym podejściu do niej. Z każdego wpisu emanuje tak pozytywna energia i pasja, że nie sposób się nie uśmiechnąć. Zero nakazów, zakazów, pokrzykującej motywacji. Zamiast tego solidna dawka refleksji nad własnym ciałem i zdrowiem – taką drogę Agata proponuje nam, aby poczuć się lepiej.

Twoje zwycięstwo blog

blog o bieganiu, który cenię nie tyle za porady, jak efektywnie i zdrowo biegać, ale przede wszystkim za solidną dawkę pozytywnej motywacji, dobry styl i mega, mega sugestywne opisy treningów. Każdy biegowy wpis czuję we własnym ciele, własnych mięśniach i we własnym oddechu. Jeśli chcecie doświadczyć ekstazy płynącej z biegania, a akurat nie możecie wyskoczyć na trening, zajrzyjcie na bloga Twoje zwycięstwo.

I wreszcie blog zupełnie niesportowy, który za każdym razem wywołuje uśmiech na mojej twarzy:

Ja mówię TO blog

Andrzej porusza różne tematy, czasem z humorem, kiedy indziej bardziej na poważnie. Jednak każdy wpis cechuje to, co dla mnie najważniejsze: lekki, przyjemny styl. Nie kręcą mnie blogi oparte na pięknych zdjęciach, chociaż miło na nie popatrzeć. Uwielbiam za to dobre pióro, a to u Andrzeja macie zagwarantowane.

To moje TOP 3. A jak wygląda Wasze?

Potygodnik

Lanzarote

Dziś króciutko, bo rozłożyłam się kompletnie. Takie są skutki, jak człowiek, łaknąc wiosny i słońca, wybierze się w pierwszy cieplejszy dzień na rower w samym podkoszulku, bez bluzy czy kurtki. A niby 30-latka powinna być już mądrzejsza…

Kulinarnie

pieczone buraki

Naszło mnie w tym tygodniu na buraki. Najpierw cappuccino buraczkowe na lunch w Kofiko. Pod intrygującą nazwą krył się tradycyjny czerwony barszcz podany w filiżance z obłędną mleczną pianką. Pycha!

Cappuccino z buraków

Z kolei w piątek postanowiłam przyrządzić curry z buraków wg przepisu z Kwestii Smaku. Wyszło pysznie. Musiałam tylko dodać do sosu soku z cytryny, bo wyszedł zbyt słodki.

Sportowo

Udało mi się rozpocząć sezon rowerowy i dwa razy wybrać na przejażdżkę. Ucieszyłam się, że nie wypadłam z formy przez zimę. Spokojnie przejechałam ponad 20 km w sensownym tempie i bez odpoczynku. Nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy!

rower otwarcie sezonu

Zdjęcie z poniedziałku – wtedy jeszcze miałam na tyle przytomności umysłu, żeby bluzę włożyć.

Byłam też dwa razy na jodze, ale w piątek organizm (widać już czuł chorobę) zdecydowanie robił mi wbrew. Jedyne co mi wyszło, to pies z głową do dołu i… stanie na głowie. Cała reszta asan przypominała raczej ich parodię i budziła li i tylko frustrację.

Zrzut ekranu 2015-03-15 18.52.54

A wczoraj wieczorem nie wytrzymałam i mimo choroby postanowiłam poćwiczyć mięśnie brzucha. Wpadł mi w ręce ciekawy 14-dniowy trening i dosłownie MUSIAŁAM go wypróbować. Brzuch to ta część mojego ciała, którą lubię najmniej. Dobrze by było to w końcu zmienić.

W ćwiczeniach dzielnie pomagał mi Lucuś.

kot mata do ćwiczeń

image2

I to by dziś było na tyle. Ubierajcie się rozważnie, bo słońce jest jeszcze trochę oszukane.