Sucha skóra po zimie? Mam na to sposób!

Niby w ogóle nie włączałam ogrzewania tej zimy, a mimo to skóra ciała wysuszyła mi się na wiór; nie pomagały żadne oliwki ani zwyczajne drogeryjne balsamy. Ewidetnie domagała się typowego emolientu.

Emolienty to kosmetyki lub składniki kosmetyczne o działaniu natłuszczającym i nawilżającym. Tworzą na skórze warstwę ochronną zapobiegającą utracie wilgoci (tzw. warstwę okluzyjną – zamykają wodę wewnątrz naskórka), a równocześnie wyłapują wilgoć z otoczenia i tym samym dodatkowo nawilżają. Emolienty zazwyczaj mają lekką konsystencję i nie pozostawiają tłustego filmu; po ich użyciu skóra jest gładka i jedwabista w dotyku.

Przykładowe emolienty kosmetyczne to dobrze wszystkim znane lanolina, wazelina, gliceryna, a także tłuszcze i kwasy tłuszczowe.

Udałam się więc do apteki w poszukiwaniu takiego właśnie preparatu. Wybór padł na Lotion do ciała Linum Emolient Dermedic.

Lotion do ciała Linum Emolient Dermedic

Zadecydował skład, o którym za chwilę, cena – poniżej 20 zł i fakt, że jest to produkt polski.

2015-03-12 21.08.38

W składzie znajdziemy zarówno substancje natłuszczające pochodzenia roślinnego: masło shea, olej lniany, wosk z jęczmienia zwyczajnego, olej arganowy, jak i skuteczne emolienty syntetyczne: gliceryna, Caprylic/Capric Triglyceride, Isopropyl Myristate i Cetyl Alcohol.

Dodatkowo lotion zawiera też alantoinę, która łagodzi podrażnienia i przyspiesza regenerację naskórka.

To tyle w teorii. A jak w praktyce?

Linum Emolient ma faktycznie bardzo lekką konsystencję. Jest to typowy lotion; nawet mleczka są w porównaniu z nim bardziej treściwe. Dlatego na początku miałam problem z aplikacją – ciągle wydawało mi się, że nie nałożyłam go wystarczająco dużo. Druga cecha odróżniająca Linum Emolient od tradycyjnych balsamów do ciała to fakt, że praktycznie nie da się go wmasować – im dłużej masowałam, tym bardziej lotion się rozpływał; trochę jak produkty do masażu. Później obrałam strategię polegającą na rozprowadzeniu lotionu na skórze i zostawieniu do wyschnięcia. W ten sposób wchłaniał się błyskawicznie.

Skóra po aplikacji była gładka, ale sucha w dotyku, tzn. nie czułam żadnego filmu ochronnego i uznałam, że kupiłam bubel. Jednak po tygodniu regularnego stosowania (raz dziennie) stan skóry zdecydowanie się poprawił. Stała się dobrze nawilżona i natłuszczona. Zniknęło napięcie, białawe zabarwienie charakterystyczne dla przesuszonej skóry i efekt łuszczenia się.

Uczucia mam mieszane. Na pewno nie jest to produkt, który na stałe zagości u mnie na półce, ponieważ przeszkadzają mi jego właściwości aplikacyjne (kto to słyszał, żebym nie mogła wmasować kosmetyku?!), natomiast jako preparat ratunkowy polecam go z czystym sumieniem.

Znacie Linum Emolium? Jakie są Wasze sposoby na odratowanie skóry po zimie?

Idealne nawilżenie – Hydro-aktywny żel pod oczy Oillan

Jakiś miesiąc temu chwaliłam Wam się w Potygodniku, że nabyłam bardzo fajny kosmetyk pod oczy: Hydroaktywny żel pod oczy Oillan Balance naszego polskiego Oceanika.

Oillan Balance Hydroaktywny żel pod oczy

Po czterech tygodniach stosowania najwyższy czas na recenzję. Jak zwykle zacznę od składu.

Skład: Aqua, Glycerin, Propylene Glycol, Sodium Hyaluronate, Centella Asiatica Extract, Hesperidin Methyl Chalcone, Dipeptide-2, Palmitoyl Tetrapeptide-7, Steareth-20, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Allantoin, Carbomer, Caprylyl Glycol, Triethanolamine, Phenethyl Alcohol, Butylene Glycol.

Pogrubieniem zaznaczyłam substancje aktywne – przyznacie, że jest ich całkiem sporo.

Producent w oświadczeniach marketingowych obiecuje przede wszystkim intensywne nawilżenie, a skład pięknie to potwierdza. Już na samym początku znajdziemy trzy skuteczne nawilżacze: gliceryna, glikol propylenowy i kwas hialuronowy. Do tego glikol propylenowy ma tę fajną właściwość, że ułatwia przenikanie innych substancji czynnych wgłąb naskórka i tym samym zwiększa ich skuteczność.

Później mamy wyciąg z wąkrotki azjatyckiej (Centella Asiatica – piękna nazwa, nieprawdaż?), która stymuluje syntezę kwasu hialuronowego w organizmie i tym samym wspomaga nawilżanie skóry. Dodatkowo pobudza fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny, więc działa przeciwzmarszczkowo. Działanie przeciwzmarszczkowe wspomogą też oligopeptydy.

Producent deklaruje również redukcję cieni pod oczami i faktycznie – zarówno wąkrotka, jak i pochodna hesperydyny (INCI: Hesperidin Methyl Chalcone) wzmacniają ścianki naczyń krwionośnych i tym samym zmniejszają wszelkie obrzęki i zasinienia.

A jak to się ma do rzeczywistości? Żel faktycznie świetnie nawilża. Nie miałam jeszcze tak dobrego kosmetyku nawilżającego pod oczy. Skóra jest ładnie napięta, wygładzona, a efekt utrzymuje się, nawet jeśli raz czy dwa zapomnę nałożyć żel. Także zdecydowanie polecam go osobom o suchej i wrażliwej cerze albo ratunkowo, gdy przypadkiem przesuszymy skórę. Do tego świetnie się wchłania, nie roluje, nie klei, nie szkodzi trwałości makijażu i bardzo przyjemnie, delikatnie pachnie. Natomiast co do redukcji cieni pod oczami to niestety – z moimi nasz hydroaktywny żel sobie zupełnie nie poradził. Mimo to i tak uważam go za hit wśród kosmetyków pod oczy. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę cenę – poniżej 20 zł.

A jakie są Wasze ulubione kremy pod oczy?

 

Składniki kosmetyczne dla cery tłustej i trądzikowej

Spora część z Was pewnie, podobnie jak ja, ma problem z przetłuszczającą się skórą, a co za tym idzie rozszerzonymi porami, zaskórnikami, krostkami i tym podobnymi przyjemnościami. Dlatego dziś przedstawię Wam kilka składników kosmetycznych, które pomagają regulować wydzielanie sebum przez skórę. Bo skóra przetłuszcza się właśnie w związku z nadmiernym wydzielaniem sebum przez gruczoły łojowe.

Jakich składników szukać w kosmetykach, aby poradzić sobie z nadprodukcją sebum?

witaminy B6 i B3 (niacynamid): poza aplikacją w postaci kosmetyków, warto też pomyśleć o suplementacji tych dwóch witamin z grupy B – oczywiście jeśli podejrzewamy u siebie ich niedobór. Pomogą nam wyregulować wydzielanie sebum, zwęzić pory skóry, a także przyspieszą gojenie się stanów zapalnych i zmniejszą przeznaskórkową utratę wody.

Witaminę B3 znajdziemy między innymi w serii do cery trądzikowej Bielenda Pharma. Testuję właśnie tonik z tej linii i jak na razie jestem bardzo zadowolona.

Bielenda Pharma, Tonik do cery trądzikowej

Z kolei witaminę B6 zawiera m.in. krem Rilastil Intensive do cery tłustej i mieszanej.

– kwas fitowy: pozyskuje się go m.in. z ziaren zbóż. Nie tylko zmniejsza przetłuszczanie się skóry, lecz także rozjaśnia przebarwienia (znajdziecie go np. w słynnym zabiegu Cosmelan), złuszcza naskórek i obkurcza naczynia krwionośne, więc spokojnie może być stosowany przy cerze naczynkowej.

Spośród gotowych kosmetyków zawierają go np. Hibiskusowy tonik do twarzy i Lipowy płyn micelarny Sylveco, a także Krem depigmentacyjny SPF15 Thiomelan czy Żel depigmentujący Kojicol Plus Sesdermy. Możemy też kupić czysty kwas fitowy w portalach z półproduktami kosmetycznymi (chociażby Naturalissa) i samodzielnie przygotować tonik czy krem.

– ekstrakt/olejek z zielonej herbaty: o zbawiennym wpływie zielonej herbaty na skórę nie trzeba chyba nikomu przypominać. Poza regulacją produkcji sebum możemy liczyć na działanie antybakteryjne, przeciwrodnikowe i nawilżające.

Wyciąg z herbaty znajdziecie m.in. w Matującym kremie normalizującym Elfa (uważajcie tylko na niego, jeśli zatyka Was parafina; niestety jest na trzecim miejscu w składzie), Kremie na dzień z organicznym ekstraktem z zielonej herbaty Bioluxe i Immunoserum z zieloną i białą herbatą Organique

– wyciąg z palmy sabałowej: pojawia się bardzo często w kosmetykach do włosów tłustych oraz dla mężczyzn (przeciwdziała łysieniu androgennemu), ale w niektórych produktach do twarzy również, np. w Serum regenerującym do twarzy Nonicare.

– kwas dehydrooctowy (DHA): jest to ogólnie zatwierdzony konserwant, który dodatkowo redukuje wydzielanie sebum. Znajdziemy go np. w Lekkim kremie nagietkowym Sylveco

– ekstrakt z kory wierzby: ponieważ zawiera również związki salicylowe, działa antybakteryjnie i delikatnie keratolitycznie; uszczelnia także naczynia krwionośne, więc zaleca się stosowanie go przy cerze naczynkowej.

Możemy sięgnąć po Koktajl dla cery trądzikowej z ekstraktami z kory brzozy i wierzby Norel albo po Żel oczyszczający Dermacos.

– cynk – kolejny składnik „spożywczy”, który przy dużych problemach z trądzikiem warto również suplementować.

W kosmetykach znajdziemy go chociażby we wspomnianej już przeze mnie linii do skóry trądzikowej Bielenda Pharm albo w kultowym już chyba Regenerującym kremie do cery podrażnionej Cicalfate Avene.

– kwas azaleinowy: nie tylko redukuje wydzielanie sebum, lecz także działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie i skutecznie rozjaśnia przebarwienia; stosowany jest również w leczeniu trądziku różowatego. Nie szkodzi cerze naczynkowej.

Kwas ten znajdziemy zarówno w dostępnych w aptekach maściach (chociażby Skinoren), jak i w kosmetykach, chociażby w Kremie łagodzącym objawy trądziku QCera Adamedu.

Qcera krem do cery trądzikowej Adamed

W tym przypadku połączony został z kwasem pirogronowym (oba w stężeniu 5%), także kosmetyk będzie dość mocno złuszczał naskórek. Mimo że moja skóra jest przyzwyczajona do stosowania kwasów, nie mogę stosować tego kremu częściej niż dwa razy w tygodniu i za każdym razem czuję delikatne pieczenie. Natomiast faktycznie ładnie matuje i wygładza skórę oraz wyrównuje jej koloryt.

A gdy już poradzimy sobie z nadprodukcją sebum przez naszą skórę, będziemy cieszyć się matową, gładką cerą bez krostek i rozszerzonych porów; makijaż będzie trzymał się zdecydowanie dłużej, a my poczujemy się bardziej komfortowo (jej, jak ja nienawidzę tego uczucia tłustej w dotyku, „płynącej” skóry).

Tego i Wam, i sobie życzę. 🙂

 

 

Luksusowy krem-serum do rąk i paznokci Argan&Vanilla Eveline

Nie wiem, jak to się stało, ale cały tydzień przeleciał mi nie wiadomo kiedy. W ogóle nie zarejestrowałam środy i czwartku – stąd to blogowe milczenie. Ale już spieszę nadrabiać zaległości.

W jednym z Potygodników donosiłam Wam, że odkryłam super krem do rąk: luksusowy krem-serum do rąk i paznokci Argan & Vanilla Professional Eveline firmy Eveline.

2015-02-06 21.30.42

O dłuższą nazwę chyba trudno. O więcej obietnic marketingowych również. Krem ma zwalczać aż 7 problemów skóry dłoni i paznokci:

2015-02-06 21.31.13

Przeczytałam te obietnice i uśmiechnęłam się pod nosem, bo ostatnio wszystkie kosmetyki są minimum 7 w 1, a najlepiej 10 w 1, zwłaszcza Garniera, Eveline i Bielendy. Później zajrzałam w skład i, o dziwo, uśmiech nie zszedł mi z twarzy, tylko przestał być ironiczny.

2015-02-06 21.31.02

Nie widziałam kremu do rąk o bogatszym, jeśli chodzi o zawartość substancji aktywnych, składzie.

Faktycznie zawiera sporo składników nawilżających: glicerynę (INCI: Glycerin), kwas hialuronowy (INCI: Sodium Hyaluronate), glikol propylenowy (INCI: Propylene Glycol), betainę (INCI: Betaine) i pantenol (INCI: Panthenol)

oraz odżywiających: olej arganowy (INCI: Argania Spinosa Kernel Oil), masło shea (INCI: Butyrospermum Parkii Butter) i olej z pszenicy (INCI: Triticum Vulgare Germ Oil).

Wyciąg z lukrecji (INCI:  Glycyrrhiza Glabra Root Extract) ma właściwości rozjaśniające przebarwienia, z kolei alantoina (INCI: Allantoin) wygładza, zmniejsza stany zapalne i przyspiesza procesy gojenia.

W składzie znajdziemy też witaminę E (INCI: Tocopherol) i A (Retinyl Palmitate) oraz kwas linolowy (INCI: Linoleic Acid).

Po zachwytach nad składem przyszedł czas na testowanie. Mam bardzo wymagającą skórę dłoni – łatwo się przesusza, staje szorstka i pęka. Skórki strzępią mi się na potęgę. Jak do tej pory moim ulubieńcem wśród kremów do rąk był Kamill (w zielonym słoiczku). Eveline bije go na głowę. Ręce niemal natychmiast stały się gładsze, skórki przestały strzępić. Krem rzeczywiście świetnie nawilża i odżywia, a przy tym bardzo dobrze się wchłania – pozostawia co prawda delikatny film ochronny, ale elegancki w odczuciu, nieklejący. Do tego nasz krem-serum przyjemnie pachnie – lekko waniliowo; nie jest to zapach ciastek, raczej eleganckich perfum.

Ja nie potrzebuję nic więcej. Tym bardziej, że jest bez problemu dostępny w Rossmanie i to za niecałe 10 zł, a opakowanie 100 ml. Testowałyście ten krem? A może macie innych ulubieńców? Koniecznie dajcie znać.

 

 

 

Fenoksyetanol czyli ostatnie słowo w temacie konserwantów

Dziś mnie oświeciło, że we wpisie o najpopularniejszych konserwantach kosmetycznych zabrakło jednego bardzo chętnie stosowanego – fenoksyetanolu (INCI: Phenoxyethanol). Więc spieszę nadrobić to niedopatrzenie.

Fenoksyetanol_

Chociaż konserwant ten znany jest już od dawna (bodajże od lat 50-tych XX wieku), swoją obecną popularność zawdzięcza… nagonce na parabeny. Producenci kosmetyków, żeby sprostać oczekiwaniom klientów, zaczęli parabeny wymieniać na inne substancje i najpierw sięgnęli po Methylisothiazolinone (o którym pisałam tutaj). Wkrótce jednak okazało się, że wykazuje on silne działanie uczulające i zaczął być wypierany właśnie przez fenoksyetanol. Znajdziemy go we wszystkich rodzajach kosmetyków – i spłukiwanych (jak szampony do włosów), i niespłukiwanych (kremy itp.), a maksymalne stężenie wynosi 1%.

Co ciekawe fenoksyetanol występuje też w naturze – znajdziemy go w zielonej herbacie. Ale nie łudźmy się, w kosmetykach próżno go szukać; wersja syntetyczna wygrywa, oczywiście ze względu na cenę.

Drugą ciekawostkę usłyszałam kiedyś od klienta – jednej z polskich firm kosmetycznych. Próbowali zastąpić parabeny fenoksyetanolem i produkt nie przeszedł testów konsumenckich – probentki (czyli panie, które go testowały) uskarżały się na szczypanie.  Faktem jest, że do organu unijnego zajmującego się oceną bezpieczeństwa kosmetyków (SCCS – Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów) wpłynęły niedawno wnioski o ocenę bezpieczeństwa stosowania fenoksyetanolu, więc wkrótce możemy dowiedzieć się w tej kwestii więcej. Oczywiście ocena Komitetu może być na korzyść fenoksyetanolu, i lepiej niech tak będzie, bo lista dopuszczonych konserwantów coraz mocniej się kurczy, a nowe pojawiają bardzo powoli.

 

Cedrowe mydło do włosów i ciała – a jakby tak umyć nim twarz?

Jakiś czas temu obiecałam Wam dodatkową recenzję rosyjskiego Cedrowego mydła do włosów i ciała (pierwsza recenzja jest tutaj), ponieważ byłam ciekawa, jak sprawdzi się w pielęgnacji skóry. Takie zastosowanie sugeruje producent, a ponieważ po powrocie z Rodos (klik) mocno pogorszyła mi się cera, szukałam jakiegoś kosmetyku cud. I nie zawiodłam się.

2014-12-10 13.27.28

Niektóre z Was pewnie złapią się za głowę – twarz mydłem traktować?! Skandal. A ja powiem Wam więcej – potraktowałam nim nie tylko twarz, lecz także oczy, ponieważ byłam ciekawa, czy ruszy makijaż. Ruszyło. I tak z powodzeniem stosuję je już jakieś 1,5 miesiąca.

Jak to możliwe? Nasze cudowne mydło zawiera łagodniejsze substancje myjące (czyli surfaktanty) niż niejeden żel czy pianka do mycia twarzy (Sodium Cocoyl Isethionate i Sodium Methyl Cocoyl Taurate). Substancje te nie tylko myją, lecz także kondycjonują skórę i zostawiają na niej delikatny, jedwabisty film. I faktycznie – kosmetyk nie wysusza skóry, nie podrażnia. Podejrzewam że nastolatki o tłustej, trądzikowej cerze spokojnie mogłyby po nim nie stosować kremu nawilżającego. Radziłabym tylko uważać z pakowaniem go do oczu – szczypać mogą i surfaktanty, i inne składniki.

No dobrze, a poza tym że myje, to czy ten cud nad cudami ma jeszcze jakieś inne właściwości? Ano ma. Skutecznie reguluje przetłuszczanie się skóry głowy i tak samo działa w przypadku twarzy. Moja cera bardzo szybko odzyskała równowagę po wakacjach, przestała się nadmiernie tłuścić i zanieczyszczać, a krostki, które wcześniej wyskoczyły, ładnie przyschły i wygoiły się. Zresztą nic dziwnego – mydło już na drugiej pozycji w składzie zawiera olej z sosny syberyjskiej (INCI: Pinus Siberica Oil), który ma silne właściwości antybakteryjne.

Od tygodnia myję nim też ciało – właściwie to z czystego lenistwa, bo nie chce mi się wyruszać na poszukiwania jakiegoś przyzwoitego żelu. Tutaj oczywiście też się sprawdza – zresztą dlaczego miałoby się nie sprawdzić, skoro wcześniej przetestowałam je na twarzy – ale sprawia najmniejszą frajdę. Przydałby się jakiś apetyczny zapach, ciekawsza konsystencja czy kolor. No co, wybredna jestem.

I ostatni z zachwytów. Na chwilę wrócę do włosów. Dawno, dawno temu żaliłam się tutaj, że moje włosy strasznie wolno rosną. Jakiś centymetr na miesiąc. A czasem i mniej. Wypróbowałam różne cuda – Jantary, nie Jantary, Calcium Panthotenicum i nie wiem, co jeszcze. Nic nie pomogło. Do fryzjera spokojnie mogłam chodzić co pół roku. Ostatnio zerknęłam w lustro i odrost mnie powalił. Ostatnio farbowałam włosy na początku października, więc wcale nie tak dawno (jak na mnie). Wzięłam linijkę i… w ciągu miesiąca stosowania mydła włosy urosły o jakieś 3 cm. Szok. Więcej nie potrzebuję, żeby pozostać mu wierną do końca życia.

Czas na podsumowanie. Dla kogo to cedrowe mydło?

Dla wszystkich posiadaczek skóry ze skłonnością do przetłuszczania się, wyprysków i podrażnień. Dla włosomaniaczek. Dla fanek kosmetyków naturalnych i ziołowych zapachów. Dla miłośniczek produktów uniwersalnych. Natomiast przy bardzo suchej, dojrzałej skórze raczej bym go unikała. Podobnie w przypadku mocno zniszczonych zabiegami fryzjerskimi włosów.

I to by było na tyle. To co, któraś z Was skusiła się na przetestowanie tego specyfiku?

 

Najpopularniejsze konserwanty kosmetyczne

W zeszłą środę wyjaśniałam, po co w ogóle stosuje się w kosmetykach konserwanty i czy są one bezpieczne (o tutaj). Dziś zgodnie z obietnicą chciałabym omówić najczęściej stosowane konserwanty kosmetyczne, aby łatwiej Wam było zidentyfikować ich obecność w danym produkcie, jak również podjąć świadomą decyzję co do zakupu kosmetyku.

Konserwanty kosmetyczne możemy podzielić na dwie grupy: konserwanty tradycyjne i alternatywne systemy konserwujące. Określenie „alternatywne systemy konserwujące” brzmi dość skomplikowanie, ale kryją się pod nim różnego rodzaju substancje, których główne działanie jest inne (np. nawilżają skórę), jednak dodatkowo wykazują właściwości konserwujące.

Opisując poszczególne substancje, będę operować przede wszystkim nazwami INCI, ponieważ dzięki temu łatwiej Wam będzie odnaleźć je w składach kosmetyków (tak jak pisałam w artykule o czytaniu składów kosmetycznych – poszczególne składniki są w nich wymienione pod nazwami INCI).

KONSERWANTY TRADYCYJNE

Konserwanty tradycyjne obejmują m.in.:

– parabeny

czyli:

Buthylparaben
Ethylparaben
Metylparaben
Propylparaben

Najbardziej popularne konserwanty ze względu na cenę i łatwość stosowania. Są skuteczne; mają szerokie spektrum działania, czyli likwidują i bakterie, i pleśnie; nie wpływają na właściwości kosmetyku, czyli np. nie powodują jego żółknięcia czy rozrzedzenia.

Faktem jest, że wobec parabenów narosło  bardzo dużo kontrowersji. Zarzuca im się przede wszystkim wywoływanie alergii i podrażnień (zresztą jak większości konserwantów), ale pojawiły się też badania, według których parabeny wywołują raka piersi i zaburzają gospodarkę hormonalną. Zarzuty te do tego stopnia zaniepokoiły konsumentów, że firmy kosmetyczne zaczęły wymieniać parabeny na inne konserwanty i oznaczać swoje produkty jako wolne od parabenów – Paraben Free.

Prawda jest jednak taka, że nie ma rzetelnych dowodów na związek między parabenami a rakiem piersi. Natomiast rzeczywiście niedozwolone jest stosowanie w kosmetykach niektórych parabenów: izopropyloparabenu, izobutyloparabenu, fenyloparabenu, benzyloparabenu i pentyloparabenu, z czego wiele osób wysnuwa wniosek, że parabeny w ogóle są zakazane.  Warto jednak pamiętać, że zgodnie z rozporządzeniem Komisji (UE) nr 358/2014 (dostępnym tutaj) wymienione przeze mnie cztery parabeny (czyli butyloparaben, etyloparaben, metyloparaben i propyloparaben) mogą być stosowane w kosmetykach (w maksymalnym stężeniu 0,4% jako pojedyncze substancje i 0,8%, jeśli jest to mieszanina).

 – formaldehyd i preparaty uwalniające formaldehyd

Formaldehyde
DMDM Hydantoin
Quaternium-15

To druga pod względem popularności grupa konserwantów kosmetycznych, równie kontrowersyjna ze względu na silne właściwości uwrażliwiające. Formaldehyd może być stosowany wyłącznie w preparatach do paznokci, a skórki powinny w tym przypadku zostać zabezpieczone olejkiem. Quaternium-15 najczęściej pojawia się w produktach do włosów, ponieważ przy okazji ułatwia rozczesywanie włosów, nadaje im połysk oraz zapobiega ich elektryzowaniu się. Hydantoina z kolei najczęściej występuje chyba w produktach spłukiwanych, takich jak żele pod prysznic.

Iodopropynyl butylcarbamate

Silny środek przeciwgrzybiczy. Najczęściej pojawia się w szamponach i odżywkach do włosów. Co ciekawe dopuszczalne stężenie w Polsce jest niższe niż w Unii Europejskiej – 0,05%, podczas gdy w regulacjach unijnych wynosi 0,1%.

– Methylisothiazolinone

Ze względu na doniesienia o potencjalnym działaniu uwrażliwiającym tej substancji europejskie stowarzyszenie przemysłu kosmetycznego Cosmetics Europe – The Personal Care Association zaleca wycofanie jej z kosmetyków niespłukiwanych (takich jak kremy, balsamy, maski itp.) i wielu producentów podąża tym tropem.

– Methylchloroisothiazolinone and Methylisothiazolinone

Mieszanina ta wykazuje się wysoką skutecznością, a jej maksymalne stężenie w kosmetykach to… 0,0015%. W którymś momencie w związku z zaleceniem, aby ograniczyć stosowanie samego metyloizotiazolinonu do kosmetyków spłukiwanych (szampony do włosów itp.), powstało niepotrzebnie zamieszanie co do bezpieczeństwa mieszaniny Methylchloroisothiazolinone and Methylisothiazolinone.

i wreszcie

– konserwanty dozwolone przez Ecocert (czyli organizację certyfikującą kosmetyki organiczne):

Benzoic Acid
Citric Acid
Dehydroacetic Acid
Salicylic Acid
Sorbic Acid
Benzyl Alcohol
Sodium Benzoate
Potassium Sorbate

Większość z nich znajduje zastosowanie również w produktach spożywczych, więc tym z Was, które interesują się zdrową żywnością, z pewnością nazwy takie jak sorbinian potasu (Potassium Sorbate), kwas sorbowy (Sorbic Acid) czy benzoesan sodu (Sodium Benzoate) nie są obce.

Część z tych substancji występuje również w naturze, np. sorbinian potasu znajdziemy w owocach jarzębiny europejskiej, a kwas cytrynowy w cytrusach. Nie miejmy jednak złudzeń – w większości kosmetyków substancje te są pochodzenia syntetycznego, chociażby ze względu na niższą cenę.

Jeśli chodzi o Dehydroacetic Acid to popularne DHA stosowane w samoopalaczach i balsamach brązujących jako substancja wywołująca opaleniznę.

Z kolei kwas salicylowy (Salicylic Acid), ze względu na właściwości antybakteryjne, często stosowany jest w kosmetykach do cery trądzikowej. Dodatkowo wykazuje on właściwości keratolityczne, czyli złuszcza martwe komórki naskórka, dlatego często pojawia się jako substancja aktywna w peelingach chemicznych.

ALTERNATYWA DLA KONSERWANTÓW

Jeśli chodzi o substancje chemiczne, są to np.

Propylene Glycol
Butylene Glycol

Substancje te stosowane są w kosmetykach przede wszystkim ze względu na właściwości nawilżające skórę, a także dlatego, że ułatwiają przenikanie substancji aktywnych w głąb skóry. Ponieważ wykazano również, że hamują rozwój mikroorganizmów, wykorzystuje się w konserwowaniu kosmetyków, jednak aby zapewniały skuteczną ochronę przed rozwojem drobnoustrojów, ich stężenie musi być wysokie – nawet na poziomie 5%. Dlatego częściej pojawiają się w połączeniu z innymi substancjami konserwującymi.

Nie stwierdzono, aby wywoływały uczulenia czy były rakotwórcze.

Kolejna alternatywa dla tradycyjnych konserwantów to olejki eteryczne znane ze swoich właściwości antyseptycznych (np. olejek herbaciany, manuka, lawendowy, tymiankowy, goździkowy) i niektóre ekstrakty roślinne, np. ekstrakt z kory wierzby. Do tej grupy możemy zaliczyć też srebro koloidalne. Podobnie jak kwas salicylowy, substancje te znajdziemy również w kosmetykach przeciwtrądzikowych właśnie ze względu na działanie antybakteryjne. Raczej nie sprawdzą się one jako jedyny konserwant, ponieważ ich stężenie musiałoby być tak wysokie, że powodowałoby podrażnienia; nie wspominajac o tym, że byłyby zwyczajnie za drogie.

Na koniec przykładowy skład kosmetyku naturalnego, oznaczonego oczywiście jako „paraben free” (z góry przepraszam za jakość zdjęć, ale producenci kosmetyków chyba specjalnie umieszczają składy tak, żeby nie dało się ich sensownie sfotografować 😉 Konserwanty zaznaczyłam na różowo.

W roli głównej płyn do kąpieli Dahurskie Spa, Natura Siberica (bardzo przyjemny zresztą)

2015-01-22 00.01.13

Oświadczenie „paraben free”

2015-01-22 00.09.11

I skład

 
2015-01-22 00.08.18

To co, jeśli by uwzględnić tylko i wyłącznie konserwanty, płyn ten mógłby uzyskać certyfikat Ecocert?