Sucha skóra po zimie? Mam na to sposób!

Niby w ogóle nie włączałam ogrzewania tej zimy, a mimo to skóra ciała wysuszyła mi się na wiór; nie pomagały żadne oliwki ani zwyczajne drogeryjne balsamy. Ewidetnie domagała się typowego emolientu.

Emolienty to kosmetyki lub składniki kosmetyczne o działaniu natłuszczającym i nawilżającym. Tworzą na skórze warstwę ochronną zapobiegającą utracie wilgoci (tzw. warstwę okluzyjną – zamykają wodę wewnątrz naskórka), a równocześnie wyłapują wilgoć z otoczenia i tym samym dodatkowo nawilżają. Emolienty zazwyczaj mają lekką konsystencję i nie pozostawiają tłustego filmu; po ich użyciu skóra jest gładka i jedwabista w dotyku.

Przykładowe emolienty kosmetyczne to dobrze wszystkim znane lanolina, wazelina, gliceryna, a także tłuszcze i kwasy tłuszczowe.

Udałam się więc do apteki w poszukiwaniu takiego właśnie preparatu. Wybór padł na Lotion do ciała Linum Emolient Dermedic.

Lotion do ciała Linum Emolient Dermedic

Zadecydował skład, o którym za chwilę, cena – poniżej 20 zł i fakt, że jest to produkt polski.

2015-03-12 21.08.38

W składzie znajdziemy zarówno substancje natłuszczające pochodzenia roślinnego: masło shea, olej lniany, wosk z jęczmienia zwyczajnego, olej arganowy, jak i skuteczne emolienty syntetyczne: gliceryna, Caprylic/Capric Triglyceride, Isopropyl Myristate i Cetyl Alcohol.

Dodatkowo lotion zawiera też alantoinę, która łagodzi podrażnienia i przyspiesza regenerację naskórka.

To tyle w teorii. A jak w praktyce?

Linum Emolient ma faktycznie bardzo lekką konsystencję. Jest to typowy lotion; nawet mleczka są w porównaniu z nim bardziej treściwe. Dlatego na początku miałam problem z aplikacją – ciągle wydawało mi się, że nie nałożyłam go wystarczająco dużo. Druga cecha odróżniająca Linum Emolient od tradycyjnych balsamów do ciała to fakt, że praktycznie nie da się go wmasować – im dłużej masowałam, tym bardziej lotion się rozpływał; trochę jak produkty do masażu. Później obrałam strategię polegającą na rozprowadzeniu lotionu na skórze i zostawieniu do wyschnięcia. W ten sposób wchłaniał się błyskawicznie.

Skóra po aplikacji była gładka, ale sucha w dotyku, tzn. nie czułam żadnego filmu ochronnego i uznałam, że kupiłam bubel. Jednak po tygodniu regularnego stosowania (raz dziennie) stan skóry zdecydowanie się poprawił. Stała się dobrze nawilżona i natłuszczona. Zniknęło napięcie, białawe zabarwienie charakterystyczne dla przesuszonej skóry i efekt łuszczenia się.

Uczucia mam mieszane. Na pewno nie jest to produkt, który na stałe zagości u mnie na półce, ponieważ przeszkadzają mi jego właściwości aplikacyjne (kto to słyszał, żebym nie mogła wmasować kosmetyku?!), natomiast jako preparat ratunkowy polecam go z czystym sumieniem.

Znacie Linum Emolium? Jakie są Wasze sposoby na odratowanie skóry po zimie?

Idealne nawilżenie – Hydro-aktywny żel pod oczy Oillan

Jakiś miesiąc temu chwaliłam Wam się w Potygodniku, że nabyłam bardzo fajny kosmetyk pod oczy: Hydroaktywny żel pod oczy Oillan Balance naszego polskiego Oceanika.

Oillan Balance Hydroaktywny żel pod oczy

Po czterech tygodniach stosowania najwyższy czas na recenzję. Jak zwykle zacznę od składu.

Skład: Aqua, Glycerin, Propylene Glycol, Sodium Hyaluronate, Centella Asiatica Extract, Hesperidin Methyl Chalcone, Dipeptide-2, Palmitoyl Tetrapeptide-7, Steareth-20, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Allantoin, Carbomer, Caprylyl Glycol, Triethanolamine, Phenethyl Alcohol, Butylene Glycol.

Pogrubieniem zaznaczyłam substancje aktywne – przyznacie, że jest ich całkiem sporo.

Producent w oświadczeniach marketingowych obiecuje przede wszystkim intensywne nawilżenie, a skład pięknie to potwierdza. Już na samym początku znajdziemy trzy skuteczne nawilżacze: gliceryna, glikol propylenowy i kwas hialuronowy. Do tego glikol propylenowy ma tę fajną właściwość, że ułatwia przenikanie innych substancji czynnych wgłąb naskórka i tym samym zwiększa ich skuteczność.

Później mamy wyciąg z wąkrotki azjatyckiej (Centella Asiatica – piękna nazwa, nieprawdaż?), która stymuluje syntezę kwasu hialuronowego w organizmie i tym samym wspomaga nawilżanie skóry. Dodatkowo pobudza fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny, więc działa przeciwzmarszczkowo. Działanie przeciwzmarszczkowe wspomogą też oligopeptydy.

Producent deklaruje również redukcję cieni pod oczami i faktycznie – zarówno wąkrotka, jak i pochodna hesperydyny (INCI: Hesperidin Methyl Chalcone) wzmacniają ścianki naczyń krwionośnych i tym samym zmniejszają wszelkie obrzęki i zasinienia.

A jak to się ma do rzeczywistości? Żel faktycznie świetnie nawilża. Nie miałam jeszcze tak dobrego kosmetyku nawilżającego pod oczy. Skóra jest ładnie napięta, wygładzona, a efekt utrzymuje się, nawet jeśli raz czy dwa zapomnę nałożyć żel. Także zdecydowanie polecam go osobom o suchej i wrażliwej cerze albo ratunkowo, gdy przypadkiem przesuszymy skórę. Do tego świetnie się wchłania, nie roluje, nie klei, nie szkodzi trwałości makijażu i bardzo przyjemnie, delikatnie pachnie. Natomiast co do redukcji cieni pod oczami to niestety – z moimi nasz hydroaktywny żel sobie zupełnie nie poradził. Mimo to i tak uważam go za hit wśród kosmetyków pod oczy. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę cenę – poniżej 20 zł.

A jakie są Wasze ulubione kremy pod oczy?

 

Składniki kosmetyczne dla cery tłustej i trądzikowej

Spora część z Was pewnie, podobnie jak ja, ma problem z przetłuszczającą się skórą, a co za tym idzie rozszerzonymi porami, zaskórnikami, krostkami i tym podobnymi przyjemnościami. Dlatego dziś przedstawię Wam kilka składników kosmetycznych, które pomagają regulować wydzielanie sebum przez skórę. Bo skóra przetłuszcza się właśnie w związku z nadmiernym wydzielaniem sebum przez gruczoły łojowe.

Jakich składników szukać w kosmetykach, aby poradzić sobie z nadprodukcją sebum?

witaminy B6 i B3 (niacynamid): poza aplikacją w postaci kosmetyków, warto też pomyśleć o suplementacji tych dwóch witamin z grupy B – oczywiście jeśli podejrzewamy u siebie ich niedobór. Pomogą nam wyregulować wydzielanie sebum, zwęzić pory skóry, a także przyspieszą gojenie się stanów zapalnych i zmniejszą przeznaskórkową utratę wody.

Witaminę B3 znajdziemy między innymi w serii do cery trądzikowej Bielenda Pharma. Testuję właśnie tonik z tej linii i jak na razie jestem bardzo zadowolona.

Bielenda Pharma, Tonik do cery trądzikowej

Z kolei witaminę B6 zawiera m.in. krem Rilastil Intensive do cery tłustej i mieszanej.

– kwas fitowy: pozyskuje się go m.in. z ziaren zbóż. Nie tylko zmniejsza przetłuszczanie się skóry, lecz także rozjaśnia przebarwienia (znajdziecie go np. w słynnym zabiegu Cosmelan), złuszcza naskórek i obkurcza naczynia krwionośne, więc spokojnie może być stosowany przy cerze naczynkowej.

Spośród gotowych kosmetyków zawierają go np. Hibiskusowy tonik do twarzy i Lipowy płyn micelarny Sylveco, a także Krem depigmentacyjny SPF15 Thiomelan czy Żel depigmentujący Kojicol Plus Sesdermy. Możemy też kupić czysty kwas fitowy w portalach z półproduktami kosmetycznymi (chociażby Naturalissa) i samodzielnie przygotować tonik czy krem.

– ekstrakt/olejek z zielonej herbaty: o zbawiennym wpływie zielonej herbaty na skórę nie trzeba chyba nikomu przypominać. Poza regulacją produkcji sebum możemy liczyć na działanie antybakteryjne, przeciwrodnikowe i nawilżające.

Wyciąg z herbaty znajdziecie m.in. w Matującym kremie normalizującym Elfa (uważajcie tylko na niego, jeśli zatyka Was parafina; niestety jest na trzecim miejscu w składzie), Kremie na dzień z organicznym ekstraktem z zielonej herbaty Bioluxe i Immunoserum z zieloną i białą herbatą Organique

– wyciąg z palmy sabałowej: pojawia się bardzo często w kosmetykach do włosów tłustych oraz dla mężczyzn (przeciwdziała łysieniu androgennemu), ale w niektórych produktach do twarzy również, np. w Serum regenerującym do twarzy Nonicare.

– kwas dehydrooctowy (DHA): jest to ogólnie zatwierdzony konserwant, który dodatkowo redukuje wydzielanie sebum. Znajdziemy go np. w Lekkim kremie nagietkowym Sylveco

– ekstrakt z kory wierzby: ponieważ zawiera również związki salicylowe, działa antybakteryjnie i delikatnie keratolitycznie; uszczelnia także naczynia krwionośne, więc zaleca się stosowanie go przy cerze naczynkowej.

Możemy sięgnąć po Koktajl dla cery trądzikowej z ekstraktami z kory brzozy i wierzby Norel albo po Żel oczyszczający Dermacos.

– cynk – kolejny składnik „spożywczy”, który przy dużych problemach z trądzikiem warto również suplementować.

W kosmetykach znajdziemy go chociażby we wspomnianej już przeze mnie linii do skóry trądzikowej Bielenda Pharm albo w kultowym już chyba Regenerującym kremie do cery podrażnionej Cicalfate Avene.

– kwas azaleinowy: nie tylko redukuje wydzielanie sebum, lecz także działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie i skutecznie rozjaśnia przebarwienia; stosowany jest również w leczeniu trądziku różowatego. Nie szkodzi cerze naczynkowej.

Kwas ten znajdziemy zarówno w dostępnych w aptekach maściach (chociażby Skinoren), jak i w kosmetykach, chociażby w Kremie łagodzącym objawy trądziku QCera Adamedu.

Qcera krem do cery trądzikowej Adamed

W tym przypadku połączony został z kwasem pirogronowym (oba w stężeniu 5%), także kosmetyk będzie dość mocno złuszczał naskórek. Mimo że moja skóra jest przyzwyczajona do stosowania kwasów, nie mogę stosować tego kremu częściej niż dwa razy w tygodniu i za każdym razem czuję delikatne pieczenie. Natomiast faktycznie ładnie matuje i wygładza skórę oraz wyrównuje jej koloryt.

A gdy już poradzimy sobie z nadprodukcją sebum przez naszą skórę, będziemy cieszyć się matową, gładką cerą bez krostek i rozszerzonych porów; makijaż będzie trzymał się zdecydowanie dłużej, a my poczujemy się bardziej komfortowo (jej, jak ja nienawidzę tego uczucia tłustej w dotyku, „płynącej” skóry).

Tego i Wam, i sobie życzę. 🙂

 

 

Suszona miechunka – a co to? a kto to?

Gdy jakiś czas temu buszowałam w bakaliach w poszukiwaniu dodatków do muesli, trafiłam na miechunkę.

2015-02-13 20.26.11

Nazwa już kiedyś obiła mi się o uszy, wyglądało to to podobnie do żurawiny, więc postanowiłam kupić. Dopiero w domu poczytałam więcej o właściwościach miechunki i okazało się, że lepiej nie mogłam wybrać – przynajmniej pod względem właściwości zdrowotnych.

Miechunka, inaczej Physalis, określana była przez Inków mianem „złotej jagody”. Słynie głównie z bogactwa witamin C, A i B. Poleca się ją wszystkim, którzy chcą zwiększyć odporność i wzmocnić naczynia krwionośne (witamina C), zadbać o wzrok (witamina A), rozwój intelektualny i zwiększyć odporność na stres (witamina B). Dodatkowo warto też sięgać po miechunkę, jeśli chcemy przeciwdziałać starzeniu się skóry – witamina C to przecież silny antyoksydant, jest też niezbędna w procesie syntezy kolagenu.

Jeśli chodzi o minerały króluje tu zwłaszcza wapń i fosfor, ważne dla zdrowia kości i zębów.

Wg Poradnika Zdrowie 100 g Physalis znajdziemy:Witamina C – 11,10 mg
Tiamina (wit. B1) – 0,110 mg
Ryboflawina (wit. B2) – 0,040 mg
Niacyna (wit. B3) – 2,800 mg
Witamina A – 720 IU
Wapń – 9 mg
Żelazo  – 1 mg
Fosfor – 40 mg
Większość z Was zna pewnie miechunkę z restauracji i cukierni, gdzie często jest wykorzystywana do dekoracji. Wygląda jak mały pomarańczowy pomidorek. I, wstyd się przyznać, byłam przekonana, że odmianą pomidorka właśnie jest. Zresztą zobaczcie u Pauliny z Kotlet.tv:

Smakuje, tak ja mówi Paulina, jak pomieszanie agrestu z zielonym pomidorem. Natomiast suszona jest bardzo, bardzo kwaśna, z odrobiną słodyczy w tle. Wykręca buzię aż miło. Cytryna to przy niej pikuś. Dlatego do muesli mi średnio pasuje. Jako przegryzka zresztą też – jedna jagoda wykrzywia mnie na długo. 😉 Jedyne zastosowanie, jakie do tej pory dla niej znalazłam, to dodatek do smoothie, zwłaszcza gdy chcę je zakwasić.

Na francuskich stronach znalazłam przepis na napar z miechunki: 50 gram zalewamy litrem gorącej wody i odstawiamy na 10 min, aby napar naciągnął. Z miodem pycha!

2015-02-14 18.15.07

A tymczasem może Wy podpowiecie mi, jak jeszcze wykorzystać suszone Physalis?

 

 

Odporność, półodporność i brak odporności

Wiedzieliście, że istnieje coś takiego jak półodporność? Właśnie zdiagnozowałam ją u siebie. Kiedyś chorowałam non stop. Od momentu, kiedy zaczęłam wzmacniać odporność, niemal nigdy. Za to co pewien czas czuję się dziwnie osłabiona, łamie mnie w kościach, mam bóle i zawroty głowy albo problemy żołądkowe. W piątek i ja, i mama czułyśmy się słabo. Ja jestem wciąż na chodzie, ale czuję się jakbym miała z 60 lat, a mama zległa. Dzięki temu mnie olśniło. Ja też jestem chora, tylko na pół gwizdka. Też tak macie czy półodporność to tylko moja specjalność? 😉

A oto jak ją wypracowałam:

aktywność fizyczna

Wszyscy trąbią, że aktywność fizyczna zwiększa odporność, zwłaszcza ta na świeżym powietrzu. W moim przypadku to się doskonale sprawdziło. Odkąd biegam, rzadziej marznę, łatwiej się rozgrzewam. Jeszcze rok temu w życiu bym nie pomyślała, że wyjdę biegać przy temperaturze -4°C albo w deszczu i nie wrócę chora. Teraz to dla mnie oczywiste. Inna sprawa, że wyglądam wtedy o tak:

2014-11-18 14.14.45

Tym, którzy jeszcze wzdrygają się przed bieganiem zimą, polecam bardzo fajny wpis Panny Anny o tym, w czym biegać o tej porze roku.

odpowiednia dieta

W okresie grypowym pilnuję, aby było w niej dużo pokarmów znanych z właściwości uodparniających, czyli bogate w witaminę C cytrusy (pomarańcze, kiwi, mandarynki), rozgrzewacze takie jak imbir czy goździki, a do tego miód, sok z malin czy dzikiej róży. Oczywiście zarówno miód, jak i soki w pełni naturalne.
Więcej o właściwościach miodu:

A gdy nie mogę się w żaden sposób rozgrzać, sięgam po gorącą herbatę z wkładką w postaci Becherovki. W kontekście diety alkohol brzmi jak herezja, ale odrobina jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Nie tylko rozgrzewa, lecz także wybija różne bakterie.

herbatki ziołowe

W mojej karcie napojów na stałe zagościły: rumianek, mięta, melisa, lipa i czystek.

Rumianek i mięta oczywiście redukują dolegliwości trawienne. Mam bardzo wrażliwy przewód pokarmowy i najczęściej właśnie tu mnie uderza.

Melisa, poza tym że uspokaja, działa rozkurczowo, dlatego pomaga zarówno przy problemach żołądkowo-jelitowych, jak i bólach głowy – a to u mnie pierwszy objaw przeziębienia.

Lipa rozgrzewa i pomaga wypocić szkodliwe substancje. Zawiera też związki śluzowe łagodzące ból gardła i kaszel.

Czystek – bardzo modny ostatnio ze względu na działanie oczyszczające i antyoksydacyjne – podobno zawiera więcej polifenoli (silnych antyoksydantów) niż czerwone wino. Dodatkowo polifenole zwiększają odporność, działają przeciwzapalnie i pomagają zwalczać drobnoustroje oraz grzyby.

2015-02-09 16.25.46

10 powodów, dla których warto pić herbatkę z czystka, znajdziecie tu.

leki homeopatyczne

U mnie zawsze świetnie sprawdzał się Dolivaxil, promowany jako homeopatyczna szczepionka przeciw grypie i przeziębieniu. Generalnie nie stosuję leków homeopatycznych, ponieważ nie działają (testowałam różne: na bóle brzucha, mdłości, migreny), ten jeden się sprawdza. Stosuję go na początku sezonu grypowego. Opakowanie zawiera 4 fiolki – najpierw przez trzy tygodnie bierzemy po 1 fiolce raz na tydzień; 4 fiolkę przyjmujemy po miesiącu od ostatniej dawki.

suplementy diety

Od ponad tygodnia piję Citrosept i mam wrażenie, że to dzięki niemu nie jestem teraz obłożnie chora, tylko osłabiona.

2015-02-09 23.48.33

Citrosept to ekstrakt z pestek, miąższu i białych części grejpfruta. Właściwości proodpornościowe tego cytrusa są znane chyba każdemu. Zawiera dużą dawkę witaminy C i bioflawonoidów, które dzięki działaniu antyoksydacyjnemu chronią witaminę C przed utlenieniem, a do tego m.in. uszczelniają naczynia krwionośne i działają detoksykująco. Dla mnie specjalistką w kwestii Citroseptu jest Life Managerka, jego wierna fanka od lat, więc po bardziej szczegółowe informacje zapraszam do niej.

Dla mnie to o tyle cenny suplement, że samych grejpfrutów nie jadam. Nie smakują mi i i tyle.

No i punkt, którego nie mogło zabraknąć: koty

Mówcie sobie, co chcecie, ja wiem, że nic tak nie pomaga w chorobie jak okład z kota. Lucuś mniej, bo to straszny trzpiot, ale Pankot zawsze wyczuwa, kiedy się źle czuję, i układa w miejscu, które doskwiera najbardziej. Grzeje, wibruje, przytula. To naprawdę działa.

2015-01-27 10.37.57-1

A jakie są Wasze sposoby na odporność? Czy tak jak ja, jesteście fanami ziół? Co sądzicie o homeopatii?

 

 

 

Luksusowy krem-serum do rąk i paznokci Argan&Vanilla Eveline

Nie wiem, jak to się stało, ale cały tydzień przeleciał mi nie wiadomo kiedy. W ogóle nie zarejestrowałam środy i czwartku – stąd to blogowe milczenie. Ale już spieszę nadrabiać zaległości.

W jednym z Potygodników donosiłam Wam, że odkryłam super krem do rąk: luksusowy krem-serum do rąk i paznokci Argan & Vanilla Professional Eveline firmy Eveline.

2015-02-06 21.30.42

O dłuższą nazwę chyba trudno. O więcej obietnic marketingowych również. Krem ma zwalczać aż 7 problemów skóry dłoni i paznokci:

2015-02-06 21.31.13

Przeczytałam te obietnice i uśmiechnęłam się pod nosem, bo ostatnio wszystkie kosmetyki są minimum 7 w 1, a najlepiej 10 w 1, zwłaszcza Garniera, Eveline i Bielendy. Później zajrzałam w skład i, o dziwo, uśmiech nie zszedł mi z twarzy, tylko przestał być ironiczny.

2015-02-06 21.31.02

Nie widziałam kremu do rąk o bogatszym, jeśli chodzi o zawartość substancji aktywnych, składzie.

Faktycznie zawiera sporo składników nawilżających: glicerynę (INCI: Glycerin), kwas hialuronowy (INCI: Sodium Hyaluronate), glikol propylenowy (INCI: Propylene Glycol), betainę (INCI: Betaine) i pantenol (INCI: Panthenol)

oraz odżywiających: olej arganowy (INCI: Argania Spinosa Kernel Oil), masło shea (INCI: Butyrospermum Parkii Butter) i olej z pszenicy (INCI: Triticum Vulgare Germ Oil).

Wyciąg z lukrecji (INCI:  Glycyrrhiza Glabra Root Extract) ma właściwości rozjaśniające przebarwienia, z kolei alantoina (INCI: Allantoin) wygładza, zmniejsza stany zapalne i przyspiesza procesy gojenia.

W składzie znajdziemy też witaminę E (INCI: Tocopherol) i A (Retinyl Palmitate) oraz kwas linolowy (INCI: Linoleic Acid).

Po zachwytach nad składem przyszedł czas na testowanie. Mam bardzo wymagającą skórę dłoni – łatwo się przesusza, staje szorstka i pęka. Skórki strzępią mi się na potęgę. Jak do tej pory moim ulubieńcem wśród kremów do rąk był Kamill (w zielonym słoiczku). Eveline bije go na głowę. Ręce niemal natychmiast stały się gładsze, skórki przestały strzępić. Krem rzeczywiście świetnie nawilża i odżywia, a przy tym bardzo dobrze się wchłania – pozostawia co prawda delikatny film ochronny, ale elegancki w odczuciu, nieklejący. Do tego nasz krem-serum przyjemnie pachnie – lekko waniliowo; nie jest to zapach ciastek, raczej eleganckich perfum.

Ja nie potrzebuję nic więcej. Tym bardziej, że jest bez problemu dostępny w Rossmanie i to za niecałe 10 zł, a opakowanie 100 ml. Testowałyście ten krem? A może macie innych ulubieńców? Koniecznie dajcie znać.

 

 

 

Fenoksyetanol czyli ostatnie słowo w temacie konserwantów

Dziś mnie oświeciło, że we wpisie o najpopularniejszych konserwantach kosmetycznych zabrakło jednego bardzo chętnie stosowanego – fenoksyetanolu (INCI: Phenoxyethanol). Więc spieszę nadrobić to niedopatrzenie.

Fenoksyetanol_

Chociaż konserwant ten znany jest już od dawna (bodajże od lat 50-tych XX wieku), swoją obecną popularność zawdzięcza… nagonce na parabeny. Producenci kosmetyków, żeby sprostać oczekiwaniom klientów, zaczęli parabeny wymieniać na inne substancje i najpierw sięgnęli po Methylisothiazolinone (o którym pisałam tutaj). Wkrótce jednak okazało się, że wykazuje on silne działanie uczulające i zaczął być wypierany właśnie przez fenoksyetanol. Znajdziemy go we wszystkich rodzajach kosmetyków – i spłukiwanych (jak szampony do włosów), i niespłukiwanych (kremy itp.), a maksymalne stężenie wynosi 1%.

Co ciekawe fenoksyetanol występuje też w naturze – znajdziemy go w zielonej herbacie. Ale nie łudźmy się, w kosmetykach próżno go szukać; wersja syntetyczna wygrywa, oczywiście ze względu na cenę.

Drugą ciekawostkę usłyszałam kiedyś od klienta – jednej z polskich firm kosmetycznych. Próbowali zastąpić parabeny fenoksyetanolem i produkt nie przeszedł testów konsumenckich – probentki (czyli panie, które go testowały) uskarżały się na szczypanie.  Faktem jest, że do organu unijnego zajmującego się oceną bezpieczeństwa kosmetyków (SCCS – Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów) wpłynęły niedawno wnioski o ocenę bezpieczeństwa stosowania fenoksyetanolu, więc wkrótce możemy dowiedzieć się w tej kwestii więcej. Oczywiście ocena Komitetu może być na korzyść fenoksyetanolu, i lepiej niech tak będzie, bo lista dopuszczonych konserwantów coraz mocniej się kurczy, a nowe pojawiają bardzo powoli.