5 lat, odkąd zdałam egzamin na prawo jazdy

Wczoraj minęło 5 lat odkąd zdałam egzamin na prawo jazdy. Za pierwszym razem.  I śmiech mnie ogarnia na samą myśl. Nigdy, naprawdę NIGDY nie sądziłam, że kiedykolwiek będę prowadzić. Byłam z tych, którzy nie tylko panicznie boją się usiąść za kierownicą, ale w ogóle wsiąść do samochodu. Każda jazda samochodem, nawet 5-minutowa, była dla mnie źródłem ogromnego stresu. Do tego stopnia, że wymyśliłam sobie, że w poprzednim wcieleniu musiałam zginąć w wypadku samochodowym. Tiaaa 😉 Sprawy nie ułatwiał fakt, że miałam koszmarną chorobę lokomocyjną i nie wierzyłam, że gdy będę prowadzić auto, nie będzie mi się dawać we znaki. Samochód był dla mnie symbolem tortur i tyle.

A później wyprowadziłam się na przedmieścia i dojazdy lokalnym autobusem dały mi tak w kość, że zapisałam się na kurs na prawo jazdy. Dalej przekonana, że jeździć nigdy nie będę. Zresztą na bodajże 7 godzinie jazd urwałam lusterko w samochodzie o… sygnalizację świetlną. Lewe lusterko. Przy zawracaniu. Taaaak

A później zdałam egzamin. Nie wiem, jakim cudem. Za pierwszym razem. Nie powinnam go była zdać. Naprawdę. Przynajmniej w mojej opinii. 😉 Bo jak widać, egzaminator miał inne zdanie.

A później próbowałam jeździć z moim ówczesnym narzeczonym jego samochodem. No, próbowałam to dużo powiedziane. Po jednej awanturze stwierdziłam, że niech spier… Nauczę się sama. I kupiłam samochód. Starszy, żeby nie było żal, jak uszkodzę. Ale śliczny. Zresztą spójrzcie – prawda, że śliczny?

e3633b18f7bb11e2bf9922000a1fbc1c_7

Mazda 323F

A potem przytarłam lekko przód, jak wjeżdżałam na miejsce w garażu. I przejechałam cały lewy bok o słup, jak chciałam zaparkować na P+R na Wilanowskiej. I jakiś koleś BMW wjechał mi w ten sam bok na rondzie i uciekł. A potem to już zaczęło mi być wszystko jedno. I wiecie co? Przestałam się bać jeździć. Co więcej, ja tę jazdę samochodem pokochałam. Nic mnie tak nie relaksuje, jak prowadzenie auta. Nigdzie nie czuję się tak dobrze, jak w samochodzie. Zwłaszcza od czasu, gdy wymieniłam go na ślicznego nowego Seata. A po pół roku rozwaliłam w nim lampę z tyłu. 😉

I wiecie, co Wam powiem? Skoro JA przełamałam lęk przed prowadzeniem samochodu (celowo piszę „prowadzeniem”, bo z innymi nadal boję się jeździć), to każdemu się to uda. Naprawdę.

A jutro albo pojutrze napiszę Wam, co mi pomogło ten lęk przełamać. Nie żebym planowała zostać ekspertką od nauki jazdy i pisać na ten temat regularnie. Po prostu uważam, że te 5 lat prowadzenia auta należy uczcić, bo wiem, ile mnie to kosztowało, i jest to mój ogromny sukces. A jeśli będę kontynuować ten temat dziś, to nikt nie dotrwa do końca. To miał być tylko wstęp, a wyszedł cały artykuł. 😉

PS Kto zgadnie, co za napis był na okrągłej naklejce z tyłu mazdy?

Reklamy

4 uwagi do wpisu “5 lat, odkąd zdałam egzamin na prawo jazdy

  1. Boże! Czytając ten artykuł zastanawiałam się czy, aby przypadkiem to nie o mnie mowa? 😛 Hehe… Podobnie jak Ty chorowałam i nadal cierpię przy dłuższej jeździe w dusznym, wypachnionym samochodzie. Podobnie jak Ty nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek będę sama prowadziła auto! (chociaż zawsze marzyły mi się samotne wycieczki za miasto 😉 ) Podobne wrażenia mam po zdanym egzaminie 😉 Mój instruktor wolał podrywać spacerujące dziewczyny, niż skupić się na nauczeniu blondynki prowadzenia auta. Jazdy uczyłam się w Gdyni, ale egzamin wolałam zdawać w Gdańsku i w związku z tym wykupiłam 3-6 h dodatkowych w którejś z gdańskich szkół. Nowy instruktor stwierdził, że na pewno się jeszcze spotkamy i że nie ma takiej możliwości żebym 1. egzamin zdała. A jednak! Udało się 😀 Za 1. razem! Nikt w to do tej pory uwierzyć nie może, ja też, ale widocznie egzaminator dostrzegł we mnie potencjał 😛 A mój pierwszy samochód już był cały poobijany kiedy go dostałam, ale i tak cierpiałam kiedy przetarłam mu cały bok hydrantem 😦 I najlepiej prowadzi mi się kiedy jadę sama, wtedy nikt mnie nie poucza, więc mam ciszę i spokój 😉

    • Ja nie wiem, co te samochody tak boki nadstawiają do obcierek! Masochizm? 😉
      Mi teraz to już w sumie bez różnicy, czy jadę z kimś, czy sama. Biada temu, kto wyskoczy z niekonstruktywną krytyką, bo wiem, że jeżdżę nieźle. Za to konstruktywną chętnie przyjmę.

  2. Świetnie Cię rozumiem z tym strachem, w dzieciństwie miałam wypadek samochodowy, który trwale wrył mi się w głowę. Mój lęk przełamałam, kiedy musiałam zacząć pisać pracę mgr 😉 szukałam ciekawszych zajęć, zapisałam się na prawko i też zdałam za pierwszym razem, a w grudniu stuknęło mi 5 lat 😉 Długo nie cierpiałam prowadzić samochodu, stresowało mnie to, dużo się od tego czasu zmieniło, a dla mnie najlepszym lekarstwem była ta niezależność, świadomość, że wszędzie mogę dojechać, o każdej porze dnia i nocy i nic mnie nie ogranicza 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s