Wyprowadź psa ze schroniska

Jak już wspominałam w Potygodniku, wybrałam się w niedzielę na spacer z psami ze Schroniska na Paluchu. Myślałam o tym już od dawna tak naprawdę z trzech powodów. Po pierwsze chciałam się zaangażować w jakiś wolontariat, żeby robić coś dobrego dla innych. Po drugie kocham zwierzęta, przebywanie z nimi sprawia mi ogromną przyjemność i daje dużo pozytywnej energii. I wreszcie w moim domu niemal zawsze był pies. Niestety obecny tryb życia nie pozwala mi na przygarnięcie jakiegoś szczekacza, dlatego zdecydowałam się zaadoptować koty. Potrzebę posiadania zwierzaka zaspokajają, ale potrzeby posiadania psa już nie – mimo wszelkich starań Lucusia, który jak powszechnie wiadomo, jest kotopsem.

Czemu w takim razie, mimo silnej motywacji, nie mogłam się zebrać do działania? Ze strachu. Nie czułam się na siłach psychicznie, żeby stawić czoła nagromadzeniu psiego nieszczęścia, jakie widać w schroniskach. Zresztą wiem, że nie jestem w tym jedyna. Ale ostatnio jak przeczytałam na Facebooku, że Panna Anna zwołuje biegaczy na truchtanie z psami z Palucha, postanowiłam dołączyć. Zdałam sobie sprawę, że lęk gdzieś zniknął. Pomogła świadomość, że mam konkretne zadanie do wykonania i że nie będę sama.

Jak wygląda taki spacer? Najpierw zostajemy przydzieleni do wolontariusza-opiekuna i dostajemy pozwolenie na spacer, identyfikator, smycze i rękawiczki ochronne. Potem ustalamy, jaki typ psa chcemy – czy ciągusa, czy raczej statecznego staruszka, dużego czy małego. A potem ruszamy. W ciągu ponad dwóch godzin udało mi się wyprowadzić 3 psy. Widać było, że był to ich pierwszy spacer od dawna. Radość z kontaktu z człowiekiem ogromna.  Radość, że wyszły z klatki jeszcze większa. Najpierw ciągną jak głupie. Nic ich nie obchodzi. Byle przed siebie. Byle dalej od klatek. A jak już wydostaną się poza schronisko, wąchają, sikają, wąchają, biegają. Jedne zapraszają do zabawy, inne kombinują jak zwiać, a jeszcze inne po prostu gnają przed siebie. A jak wracają na teren schroniska, wszystko staje się ciekawe: każdy kąt, każdy zapach, byle wolniej, byle jeszcze chwilę na wolności, byle nie wracać do klatki.

Smutne. Widok psów w klatkach jeszcze smutniejszy. A ogrom schroniska… Brak słów.

Nie ma miliona zdjęć, bo podczas spaceru byłam cała dla psa, a po spacerze… nie byłam w stanie fotografować klatek. Więc wrzucam tylko Reiszę, o której już pisałam. Piękna, prawda?

2015-01-18 13.39.33

2015-01-18 13.39.34-1

Emocjonalnie pomogła świadomość, że mam zadanie do wykonania. Biorę psa i idę. I kolejnego. I kolejnego. Jak długo mam czas. Radość zwierzaków daje ogromnego powera. Pozwala zapomnieć, że schronisko przypomina…obóz koncentracyjny. Pomogłam trzem z nich. W czasie całej akcji na spacer wyszło ponad 250 szczekaczy.

I dopiero gdy w domu koleżanka napisała: „Dokładnie, im było lepiej. Było im przez chwilę cudnie”, pękłam. Przez chwilę.

A chłopcy jakby wyczuli, że robiłam coś ważnego, bo mimo że nie było mnie 3,5 godziny, nie fochowali, nie miaukali. Cisza i spokój.

 

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Wyprowadź psa ze schroniska

  1. U mnie też za każdym razem wizyta w schronisku wywołuje wiele emocji. Czasami wydaje mi się, że jestem w stanie znieść więcej, ale później wszystko ze mnie wychodzi. Nie dalej jak wczoraj robiłam grafiki dla zaprzyjaźnionej strony wolontariuszy – ważne, żeby pomagać – można to robić na wiele sposobów 🙂 A pomysł na wspólne wyprowadzanie psów jest fantastyczny!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s