Trening personalny

„Napisałaś już wpis na bloga?” spytała właśnie Lifemanagerka.

„Nie. Usiłuję się zebrać”.

Jest prawie 13:00, a ja w piżamie. Uroki freelancingu. Inna sprawa, że zdążyłam już odesłać ekspresowe tłumaczenie. No i oczywiście zjeść śniadanie. I obejrzeć pierwszy odcinek…Gry o tron (tak, pierwszy!).

No ale nie o moim leniwym rozkładzie dnia miało być, a o treningu personalnym.

Tak, wczoraj pierwszy raz jakichś 8 lat byłam na siłowni, i to z trenerem personalnym. Wszystko w ramach zaproszenia od Holmes Place. Skutek jest taki, że dziś mam problem, żeby usiąść na kanapie, tak mnie mięśnie czworogłowe bolą.

A wracając do treningu – powiedziałabym, że był dość lightowy, bo okazało się, że moja kondycja po chorobie pozostawia wiele do życzenia. Mimo że było to zwykłe przeziębienie.

Zaczęliśmy od 5-minutowej rozgrzewki na bieżni – szybszy marsz – podczas której trener przeprowadził z nami wywiad. No właśnie, wywiad – szumnie nazwane. Tak naprawdę spytał nas tylko, w jakim celu przyszłyśmy na siłownię i czy ćwiczymy na codzień. A gdzie pytania o ewentualne problemy zdrowotne, przebyte kontuzje, intensywność codziennych treningów, nie mówiąc już o pytaniach pozornie niezwiązanych z samą aktywnością fizyczną, jak te o styl życia czy rodzaj wykonywanej pracy. Wydaje mi się, że żeby odpowiednio spersonalizować trening, uzyskanie takich informacji jest niezbędne.

Jeśli chodzi o same ćwiczenia i ich intensywność, było ciekawie, męcząco, ale też trener dostosowywał na bieżąco obciążenie do naszej formy, pilnował właściwej techniki wykonywania ćwiczeń i właściwej postawy, również w przerwach. Motywował, ale nie zmuszał do wysiłku ponad siły. Na maszynach ćwiczyłyśmy mało, właściwie tylko na platformie wibracyjnej. Za to wykorzystałyśmy i step, i hantle, i inne obciążenia, TRX, Bosu, a nawet… piłkę (na moje specjalne życzenie…tzn. usiadłam i nie chciałam wstać).

IMG_0472

(Zdjęcie by Lifemanagerka. Nieostre, bo nam się ręce ze zmęczenia trzęsły…)

Ćwiczenia były przygotowane tak, aby zmusić do pracy wszystkie partie mięśni, ze szczególnym naciskiem na nogi, o co prosiłam. Niestety byłam tak przejęta treningiem, że nie pomyślałam o jego udokumentowaniu.

Trening zakończyłyśmy oczywiście rozciąganiem, najpierw z trenerem, a potem w parze.

Czy polecam trening z trenerem personalnym? Zdecydowanie tak. Z dwóch powodów: ma większą wiedzę, dzięki czemu lepiej dobierze ćwiczenia, tak aby były i efektywne, i ciekawe. Pomoże nam też na bieżąco kontrolować postępy. Taki trening przyda się również jednorazowo, dla osób, które nigdy nie ćwiczyły na siłowni – jako inspiracja i wprowadzenie.

Z naszego treningu jestem zadowolona. Ćwiczenia były ciekawe i skuteczne, atmosfera przyjemna. Trener fajnie wykorzystał fakt, że byłyśmy z Agnieszką we dwie. To, czego mi zabrakło, to właśnie solidny wywiad na wstępie.

A Wy ćwiczyłyście kiedyś z trenerem personalnym? Co sądzicie o takim treningu? Chciałybyście spróbować?

 

 

 

Reklamy

5 uwag do wpisu “Trening personalny

  1. Nie jesteś pierwszą osobą w moim otoczeniu, która chwali sobie zajęcia z trenerem. Ja miałam pecha. Kiedy poszłam na konsultację w jednym z klubów fitness i powiedziałam, na czym mi zależy, pani spojrzała na mnie z politowaniem, wskazała mój brzuch i zapytała „A to?”. Nie musze chyba pisać, że więcej się tam nie pojawiłam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s