Jak wpuściłam kota w maliny

Człowiek stawia na stole maliny, przekonany że zje sobie w spokoju. Podelektuje się. Nacieszy. Te dojrzałe, czerwone, piękne, słodziutkie maliny. Esencja lata. Siada człowiek na kanapie, sięga po pierwszą malinę, i co? I widzi Lucusia…w malinach. W najlepsze duźda owoc po owocu. Więc człowiek odgania Lucusia, idzie umyć maliny, odkłada te wyduźdane i stawia ponownie sito na stole. Siada na kanapie, zerka na maliny, a tam znów Lucuś w najlepsze duźda owoce. I gdzieś ma nasze utyskiwania.

No cóż, czas spasować. Odsypuje człowiek kotu trochę malin, a sam resztę zjada czym prędzej, żeby kot się nie zorientował, że jest jeszcze coś do duźdania.

I tak oto wpuściłam kota w maliny. A może sam się wpuścił?

DSC_0697

DSC_0699

DSC_0700

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Jak wpuściłam kota w maliny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s