Kotastrofa

Szykuję się rano do pracy. Jeszcze nie do końca przytomna siedzę w sypialni i tuszuję rzęsy. I nagle słyszę: łubudu.

No tak, Lucjan znów coś zwalił… Ech… Pytanie tylko co? Wchodzę do łazienki, a moim oczom ukazuje się taki oto widok:

DSC_0515

Zleciał koszyk z lakierami do paznokci. Z wysokości mniej więcej półtora metra. Wszystkie lakiery się wysypały, a dwa potłukły i rozlały. A właściwie nie rozlały, raczej rozbryzgły. Bo i podłoga była kolorowa, i drzwiczki szafki, i pralka, i nawet framuga drzwi.

Lucuś się w malarza bawił? Czy pozazdrościł dużej pomalowanych paznokci?

Pozmywałam. Pozmiatałam. Tylko teraz w całym domu, i na klatce też!, pachnie zmywaczem do paznokci.

Taki oto spokojny poranek mi Luculiński zgotował. Sam oczywiście nie za bardzo się przejął. Trochę tylko był zmartwiony, że patyczek jakoś dziwnie śmierdział i w związku z tym nie nadawał się do zabawy.

PS Zdjęcie rozmazane, wiem. Ale bardzo się spieszyłam do mycia podłogi, żeby przypadkiem lakier nie wywędrował na cały dom. 😉

 

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Kotastrofa

  1. Skąd ja znam takie „kotastrofy”… a winowajca zwykle jeszcze odwraca się plecami i udaje, że to nie on. Ale żeby nawet człowiek chciał, to pogniewać i tak się nie da 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s