Jak śliwka w kompot

Duża ciągle opowiada tutaj o naszych przygodach, to teraz my opowiemy o przygodzie dużej. Od kilku tygodni duża narzeka, że coś jej auto brzydko pachnie. Taki słodkawy, średnio przyjemny zapach zgnilizny. Powód wydawał się oczywisty: auto dość stare, wilgoć na dworze,widać w środku zatęchło. Dziś dużej przewróciła się w aucie torebka z kosmetykami. Żeby sprawdzić, czy nic nie wypadło, sięgnęła pod swój fotel. Jakie było jej zdziwienie, kiedy zamiast kremu, spod fotela wydobyła…ziemniak. A po chwili drugi. Ziemniaki były lekko miękkie, więc to je obciążyła winą za nieprzyjemny zapach. Nic bardziej mylnego. Podjechała duża pod dom i postanowiła wyrzucić ziemniaki na pobliskie pole. Wyrzuciła jeden; wyrzuciła drugi i postanowiła sięgnąć pod fotel raz jeszcze. A nuż znajdzie się trzeci? Maca, maca i nagle jej ręka trafia na coś: mokrego, lepkiego, obślizgłego. A fuj. Wyciąga, a to…śliwka. Albo to, w co przez te kilka tygodni zdążyła się przeobrazić.

Przestroga na przyszłość? Częściej sięgać pod fotel.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Jak śliwka w kompot

  1. Haha, to pamiętasz jak ja w te upały woziłam w bagażniku otwartą puszkę z jedzeniem psa 😀 oj zapaszek był nieziemski 😉
    Dbamy o te nasze cztery kółka, nie ma co 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s