Moja przygoda z… winem

Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że kiedyś napiszę post o winie, bez wątpienia bym go wyśmiała. Wino piłam rzadko, głównie dla towarzystwa, bo ani mi nie smakowało, ani nie lubiłam się upijać. Rzadko czyli butelkę na… pół roku? Pewnie tak. Do dziś pamiętam, jak we Francji stanęłam w Auchan przed gigantycznym regałem z winami i ogarnęło mnie przerażenie. Bo jak tu spośród miliona butelek wybrać odpowiednią?

A potem zupełnie przypadkiem, właściwie to przez pracę, poznałam kilku winofilów, i tak oto przy okazji spotkań towarzyskich zaczęłam odkrywać, że wino ma różne smaki. Wcale nie dzieli się na czerwone i białe, słodkie i wytrawne, musujące i nie. Niewiele ponad rok temu wypiłam pierwszy kieliszek, który nie tylko mi smakował, lecz także zapadł w pamięć. Było to jakieś fleuri, raczej średnie, jak się ostatnio dowiedziałam. A jednak wtedy po raz pierwszy odkryłam, że wino ma smak. Zapisało się w mojej pamięci jako delikatne, wytrawne, kwiatowe.

Potem Lidl sprowadził francuskie wina, dobrej jakości, w całkiem przystępnych cenach. Powoli, butelka po butelce, zaczęłam odkrywać, że wino może smakować wanilią, porzeczkami, czekoladą, śliwkami… Będąc na Lanzarote, odkryłam wino, które smakowało…gencjaną, krwią i zdecydowanie nie było smaczne, ale z pewnością ciekawe.

A potem znajomi otworzyli sklep z winem, w którym w przystępnych cenach można nabyć naprawdę dobre wina. Wtedy wypiłam swojego pierwszego burgunda, czyli Burgogne Vieilles Vignes, smakującego owocami leśnymi. Potem kolejnego, Côte de Nuits Villages, bardziej wytrawnego, z nutą lakieru w smaku. A ostatnio cudowne Savigny Les Beaune 1erCru Vergelesses, intensywnie kwiatowe, warte każdej złotówki. W między czasie przekonałam się, że bordeaux, których pełno w sklepach, a co jedno to gorsze, mogą smakować, i odkryłam intensywnego w smaku, porzeczkowego Pezata oraz waniliowo-owocowe Le Doyenné.

IMG_20130920_195313

Nie będę ukrywać – nie jestem żadną znawczynią win i pewnie nigdy nią nie zostanę. Na pewno jednak znalazłam przyjemność w piciu i  z lekkim drżeniem rąk otwieram teraz nieznaną butelkę, ciekawa, jak też będzie smakować. A że przyjemności w życiu nigdy za mało, i Was chciałam zachęcić, żebyście spróbowali wyjść poza wina marketowe, popularne Carlo Rossi czy Sutter Home, i odkryć nowe smaki, zapachy, nowe przyjemności.

Ja obecnie jestem na etapie odkrywania win białych, których nigdy nie lubiłam i które pewnie nigdy nie przebiją czerwonych, ale jak się okazuje też potrafią otworzyć przed nami świat miliona smaków i zapachów. Lychee, śliwki, ser brie, miód, kwiaty… Jeden łyk wystarczy, żeby przenieść się w inny wymiar.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s