Orbitrekowo

Do tego wpisu zainspirowała mnie Colette i nocny maraton zumby, na który w końcu nie dotarłam.

Od małego uprawiałam jakiś sport. Co prawda co roku inny, bo szybko się nudziłam, a brak szczególnych osiągnięć dodatkowo mnie zniechęcał, ale z pewnością byłam wysportowana. W podstawówce chodziłam na akrobatykę, pływałam, trenowałam koszykówkę. W liceum zapałałam nagłą awersją do wszelkiego rodzaju ruchu, która to awersja przeszła mi jak ręką odjął na studiach – zaczęłam namiętnie chodzić na fitness, siłownię, jeździć na rowerze, ćwiczyć w domu. Gdy zaczęłam pracować, na jakiś czas zawiesiłam wszelką aktywność fizyczną. Przy dwóch etatach ciężko było znaleźć na nią czas i siły, a że z utrzymaniem linii nigdy nie miałam problemów, motywacji również brakowało. 1,5 roku temu spojrzałam na moje nogi, jedyną część siebie, którą jako tako akceptowałam, i się załamałam. Zwisająca skóra, początki cellulitu, kompletny brak mięśni… Nie wyglądało to zbyt estetycznie, a na pewno nie tak, jak powinny wyglądać nogi 27-latki.

Szok był duży. Na regularny fitness nie starczyłoby mi czasu. Jedyne wyjście to zacząć ćwiczyć w domu. Ze studiów pamiętałam, że na siłowni najbardziej lubiłam orbitrek. Po krótkim rozeznaniu tematu czym prędzej pojechałam nabyć sprzęt. Wybrałam dość podstawowy model marki Thorn z 12-kilogramowym kołem zamachowym.

orbitrek-thorn-by-410

To był strzał w dziesiątkę! Nie zależało mi na schudnięciu, a nawet wręcz przeciwnie, więc zaczęłam ćwiczyć po 20 minut dziennie + rozciąganie. Gdy miałam więcej czasu, dokładałam ćwiczenia na mięśnie brzucha i rąk. Pierwsze efekty zobaczyłam po miesiącu. Na udach delikatnie zarysowały się mięśnie, zniknęła obwisła skóra. Ćwiczyłam dalej, tylko ograniczyłam się do 2-3 razy w tygodniu. I przestałam zwracać uwagę na efekty…

Do dnia, kiedy znajoma w styczniu na biegówkach skomplementowała moją pupę. Byłam w tak głębokim szoku, że ledwo wróciłam do domu, pobiegłam do lustra, żeby sprawdzić, co aż tak zwróciło jej uwagę. Bo przyznacie „Ale Ty masz tyłek” to nie jest komplement, który często słyszy się od innych kobiet.
Nagle okazało się, że przez rok regularnych ćwiczeń niezauważenie, co prawda nie bez wysiłku, ale całkowicie bezboleśnie, wyrzeźbiłam nie tylko nogi, lecz także pośladki, talię, brzuch i ręce. A wszystko dokładnie tak, jak trzeba, bez zbytniego przerostu mięśni.

Teraz mija 1,5 roku regularnych ćwiczeń, a każda partia mojego ciała wygląda dokładnie tak, jak bym chciała, ze szczególnym naciskiem na pupę. Co więcej – nawet w czasie studiów, kiedy chodziłam na fitness 3-4 razy w tygodniu, moja sylwetka nie prezentowała się tak atrakcyjnie. Dlatego pokochałam orbiego miłością dozgonną. Oczywiście nie każdemu musi podpasować, ale z pewnością jest to rozwiązanie warte rozważenia, jeśli brakuje nam czasu na regularne fitnessowanie.

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Orbitrekowo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s